Arek oświadczył mi się 2 lata temu, ale dopiero rok temu wzięliśmy się porządnie za planowanie ślubu. Z miejscem nie było problemu, ponieważ robiliśmy wesele w czwartek, a takie terminy są niezbyt atrakcyjne dla innych par. Nam jednak to zupełnie nie przeszkadzało. Najtrudniejszą rzeczą dla nasokazało się sporządzenie listy gości.
– Zaprosimy Matyldę? – zapytałam narzeczonego o wspólną znajomą.
– Jeśli chcesz, to tak – odpowiedział.
– Nie chcę – zaśmiałam się.
– Nie wiem, co sobie pomyślisz, ale już zaprosiłem Wiktorię – zaskoczył mnie narzeczony, podając imię swojej byłej.
– Tę Wiktorię? Tzn. Twoja byłą? – zapytałam z przerażeniem.
– No tak – odpowiedział bez cienia zmieszania narzeczony – Kiedy się rozstaliśmy, obiecaliśmy sobie, że zaprosimy siebie na nasze śluby. Dotrzymałem obietnicy i zaprosiłem ją, a ona przyjęła zaproszenie.
Arek nie żartował, naprawdę zaprosił swoją byłą narzeczoną, nie ostrzegając mnie. Byłam w szoku!
Nie chcę widzieć jego byłej na naszym weselu, czy on kompletnie zwariował?! Postawiłam mu więc ultimatum: jeśli nie anuluje zaproszenia, nie będzie ślubu.
– Przecież to z Tobą się żenię, czemu jesteś taka zazdrosna? – zapytał beztrosko narzeczony.
– Żartujesz sobie? – zapytałam z niezadowoleniem.
Naprawdę nie widział w tym żadnego problemu. Jestem w szoku, bo dla mnie coś takiego jest po prostu niedopuszczalne.

