Mój synek Bartuś chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej. Jego klasa liczy 25 uczniów. Dzieci pochodzą z różnych rodzin, niektóre z biedniejszych, drugie z bogatszych. Jednak wśród nich jest jedna dziewczynka, która pochodzi z naprawdę biednej rodziny.
Dziewczynka ma na imię Julia i jest naprawdę miła i grzeczna. Jej mama także jest wspaniałą kobietą. Kiedyś żyło im się całkiem dobrze, ale pewnego dnia ojciec dziewczynki oznajmił, że jest znudzony takim życiem i po prostu odszedł. Nie miał zamiaru płacić alimentów, więc żona zgłosiła sprawę do sądu, ale mężczyzna ukrywał swoje dochody, pracował na czarno i udało mu się doprowadzić do sytuacji, w której nie musiał dawać na dziecko nawet grosza. Mimo ich ciężkiej sytuacji dziewczynka zawsze przychodzi do szkoły czysta, w upranych ciuchach, chociaż widać, że są one już znoszone. Nie uczęszcza też na zajęcia z WF-u, ponieważ nie posiada sportowego obuwia. W zasadzie to ma tylko jedną parę butów.
Kiedyś mój syn wrócił ze szkoły i powiedział, że jest bardzo głodny. Jak to możliwe? Przecież je obiady w szkole, zapłaciłam mu za nie.
– Nic dzisiaj nie jadłem.
– Dlaczego? Było coś niedobrego na obiad? – zapytałam.
– Wiesz, że mamy Julii nie stać na opłacenie obiadów w szkole i czasami je posiłki tych, których akurat nie było w szkole, przez co jedzenie się nie marnowało. Dzisiaj jednak byli wszyscy, a kucharki nie zrobiły dodatkowej porcji, więc zostałaby bez obiadu. Wiem, że jest biedna, więc postanowiłem jej oddać swoją porcję.
Rozpłakałam się, ale byłam szczęśliwa i pewna tego, że dobrze wychowałam swoje dziecko. Po jakimś czasie odbyło zebranie z rodzicami. Jedna z matek zaczęła się awanturować i twierdzić, że Julia zawsze wyprasza u innych jedzenie, a ona nie chce, żeby jej córka miała do czynienia z takimi żebrakami. Dziwne, bo jak rozmawiałam z synem mówił, że Julia nigdy o nic nie prosi.
Inna z matek, której dziecko również korzysta z obiadów w szkolnej stołówce widząc, jak mama Julii siedzi ze łzami w oczach, nie wytrzymała i powiedziała:
– Siedzimy tu i dyskutujemy o jednym dziecku, którego nie stać na zwykły obiad w szkole. Czy nie powinniśmy wszyscy pomóc? Spójrzcie tylko na siebie! Na kogo chcecie, żeby wyrosły wasze dzieci?
Potem otworzyła portfel i położyła na stole kilka banknotów mówiąc, że to na obiady dla Julii. Matka Julii sprzeciwiła się temu, ale reakcja była łańcuchowa i nie do zatrzymania. Tylko ta jedna matka z pretensjami odmówiła mimo, że było ją na to stać. Zebraliśmy wystarczająco dużo pieniędzy na obiady dla Julii. Pewnego dnia Bartek wróciła ze szkoły i z radością powiedział:
– Mamo, wiesz co się stało? Julia jadła z nami obiad! Była taka szczęśliwa!



