Krótko przed moim ślubem z Wiktorią, jej ojciec chciał ze mną porozmawiać. Poznaliśmy się na wspólnej kolacji, na której moja dziewczyna przedstawiła mnie swoim rodzicom. Raz udało mi się też uczestniczyć, w przyjęciu urodzinowym mojej przyszłej teściowej.
Ojciec Wiktorii, wydał mi się bardzo miłym człowiekiem, poważnym i zarazem zabawnym. Miał dobre poczuciem humoru, z dużym zapasem dowcipów, z powodu których, jego żona Marta, ciągle kopała go pod stołem i błagała, żeby przestał je opowiadać.
Nie przygotowałem się do rozmowy, bo w ogóle nie myślałem, że taka nastąpi. Myślałam, że będzie mnie pouczał, albo dawał mi rady dotyczące wspólnego życia z jego córką. Nagle zaczął opowiadać o jej dzieciństwie i o tym, jak Wiktoria była kiedyś bardzo chora. Wiedziałem już od niej, o jej dawnych problemach zdrowotnych. Jej ojciec kontynuował rozmowę właśnie w tym temacie, że należy zająć się zdrowiem jego córki. Powiedział, żebym nie pozwalał jej zajmować się domem, gotowaniem i sprzątaniem, ponieważ nie powinna się męczyć.
Oczywiście rozumiem jego niepokój przed ślubem, ale i tak zawsze pomagam mojej ukochanej. W końcu mieszkamy razem, a wcześniej przez dziesięć lat jakoś dawała sobie radę, sama gotowała i sprzątała całe mieszkanie.
W ogóle nie rozumiałem nadopiekuńczości wobec Wiktorii. Jakby myślał, że czymś ją obciążam, a swoim pouczaniem zepsuł mi trochę humor przed zbliżającym się ślubem.
Może jednak niepotrzebnie się denerwuję bez powodu, możliwe, że on po prostu nie wiedział, bo ona nie mówiła mu zbyt wiele o tym, co razem w domu robimy, więc postanowił mnie uświadomić, udzielając kilku rad.

