Zaczęłam spotykać się z Jarkiem, gdy miałam 23 lata. Bardzo się o mnie troszczył i po prostu mnie rozpieszczał na każdym kroku. Byłam z nim bardzo szczęśliwa i czułam, że chcę z nim założyć rodzinę, najlepiej nawet od razu. Wyobrażałam sobie go w roli ojca moich dzieci, a mnie w roli jego żony.
Pobraliśmy się 4 lata temu. Wiedziałam, że po ślubie wszystko się zmienia, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. Na początku wszystko było normalnie i nic nie wskazywało na to, co przyjdzie potem. Czasami się kłóciliśmy, dochodziło do jakiś nieporozumień, a czasami Jarek był jakiś dziwny, jednak myślałam, że to przez to, iż jest w nowej sytuacji, więc to dlatego. Starałam się więc nie zwracać na to za dużej uwagi. Wszystko jednak zmieniło się z czasem.
Pewnego dnia teściowa przyszła do mnie i powiedziała, że musimy koniecznie porozmawiać. Bardzo mnie to zaniepokoiło bo po tonie jej głosu wyczułam, że jest poddenerwowana.
– Co się dzieje? Czy coś jest nie tak z Jarkiem?
Niedawno Jarek skarżył się na zdrowie i mówił, że źle się czuję, dlatego myślałam, że poszedł do lekarza i tak dowiedział się tam czegoś złego.
– Słuchaj, powiem wprost. Krótko przed tym jak się poznaliście, Jarek zaczął mieć problemy natury psychicznej, ale dzięki szybkiej reakcji i pomocy ze strony odpowiednich specjalistów udało się opanować sytuację. Jednak teraz, jak się pewnie domyślasz, ma nawrót. Proszę Cię o to, abyś była dla niego wyrozumiała i wspierająca. Kocham mojego syna i nie chcę, aby cierpiał.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, byłam w szoku. Żadne z nich wcześniej mi o tym nie mówiło! Kiedy mąż wrócił wieczorem z pracy, postanowiłam z nim o tym porozmawiać. Chciałam, aby powiedział mi o wszystkim.
Byłam zła, że ukrywał to przede mną. Nie wiedziałam jednak, że to początek mojego osobistego piekła. Zaczął wykorzystywać swoją chorobę, brał mnie na litość albo obwiniał, że to wszystko moja wina. Coraz więcej się kłóciliśmy, a ja powoli przestawałam wytrzymać to, jak podle mnie traktował. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać, ale wszystko to było na nic. Teściowa była oczywiście po jego stronie i uważała, że powinnam być wobec jej syna bardziej wyrozumiała.
Pewnego dnia po kolejnej awanturze zamknął mnie w mieszkaniu i wyszedł. Byłam w zaawansowanej ciąży i w każdej chwili mogłam zacząć rodzić, ale on miał to jak widać gdzieś. To tylko utwierdziło mnie w tym, że nie mogę dłużej z nim być, chociażby dla własnego zdrowia psychicznego. Gdy wrócił do domu, szybko spakowałam się i pojechałam do mamy. Wiedziałam, że już nigdy do niego nie wrócę. Na szczęście rodzice bardzo mnie wsparli i pomogli, dzięki czemu udało mi się to wszystko przetrwać.
Mój mąż próbował mnie odzyskać, a kiedy powiedziałam, że nie wrócę, to nawet mnie szantażował, ale nie reagowałam już na jego prowokacje bo wiem, że jestem w tym wszystkim najważniejsza. Ja, oraz moje dziecko.
