Moja teściowa ma bardzo trudny charakter i nie znosi sprzeciwu. Uważa, że zawsze ma rację, a każdy powinien potulnie przyjmować jej uwagi.
Mój mąż Władysław jest ode mnie starszy o cztery lata, poznałam go w trakcie moich praktyk magisterskich, gdzie był moim przełożonym. Jak to często bywa, dość szybko nasza relacja zawodowa zmieniła się w prywatną, po prostu zaiskrzyło między nami. Ten nasz romans szybko doprowadził do tego, że zaszłam w ciążę, ale tak naprawdę byłam z tego powodu szczęśliwa, bo Władek to cudowny materiał na męża i ojca. Tuż po tym, jak powiedziałam mu o ciąży oświadczył mi się. Dosłownie dzień przed ślubem obroniłam pracę magisterską, a potem rozpoczęliśmy już nasze wspólne życie.
Po zakończeniu studiów pracowałam tylko cztery miesiące, a potem poszłam na urlop macierzyński i urodziłam naszą córeczkę Darię. Do trzeciego roku życia nie planowaliśmy nigdzie posyłać córki, co jednak nie spodobało się teściowej. Uważała, że musimy znaleźć żłobek dla bardzo małych dzieci, wysłać tam Darię, a ja pilnie powinnam wrócić do pracy.
Tak, nie byliśmy może bogaci, ale pensja mojego męża była wystarczająca i nie musiałam pędzić od razu do pracy. Starałam się odciążyć Władka od prac domowych, sprzątać, myć i robić wszystko, aby był zadowolony, a po pracy mógł tylko odpocząć i pobawić się z córką. Tak zwykle mijały nasze wieczory, no chyba, że nagle z kolejną wizytą przyjechała do nas teściowa. Za każdym razem była to pełna kontrola, chodziła po mieszkaniu, udzielała porad i zadawała mnóstwo pytań. Jeśli coś jej nie odpowiadało, rozpoczynał się długi wykład pod tytułem „Milcz, ja wiem lepiej”. Cóż, ulubionym pytaniem teściowej było: „Idziesz do pracy, czy po prostu będziesz siedzieć z dzieckiem na garnuszku męża?”.
Mąż nie przebaczył córce zdrady i nie uznaje nowego zięcia oraz wnuka. Skreślił ją ze swojego życia
Po kolejnym takim pytaniu już po prostu nie wytrzymałam i warknąłam:
– Może zamiast żłobka powinniśmy znaleźć jakąś pracę dla Darii, żeby nie siedziała na garnuszku swojego taty?
Teściowa aż pisnęła z oburzeniem:
– Nie bądź głupia! Za moich czasów kobiety wracały do pracy po sześciu miesiącach i nic im się nie działo, żyły i miały się dobrze!
Na moje pytanie o to, z kim mam zostawić córkę, bo póki co żaden żłobek w mieście go nie przyjmie i czy może ona nie chciałaby się nim zająć, teściowa znowu zareagowała bardzo emocjonalnie:
– Wiesz dobrze, że pracuję, nie siedzę w domu jak niektórzy, ale jak dobrze poszukasz żłoba, to na pewno się jakiś znajdzie.
Nie wchodziło to w grę i jej to powiedziałam, a teściowa była wściekła, jednak widząc milczące poparcie Władysława dla mojego stanowiska, odeszła w milczeniu. Na koniec jednak musiała jeszcze rzucić:
– Nie sądziłam, że wychowałam kogoś takiego!
Kolejna fala oburzenia teściowej rozpoczęła się, gdy Władek znalazł sobie dodatkową. Myślałam, że gdy się o tym dowie, po prostu zje mnie żywcem. Przyszła wieczorem, nie zastała syna i zapytała, dlaczego jeszcze nie przyszedł. Kiedy podałam powód bardzo szybko pożałowałam, że powiedziałam prawdę. Moja teściowa tak krzyczała, że nawet przestraszyła Darię, która wybuchła płaczem. Nie zamierzałam dyskutować z teściową, a po prostu wymownie wskazałam jej drzwi i powiedziałam, że ma przychodzić tylko wtedy, kiedy będzie Władek. Kiedy wrócił z pracy, opowiedziałam mu o wszystkim i na szczęście mnie poparł. Z teściową mi się nie powiodło, ale cieszę się, że mam takiego męża, dla którego jego rodzina, czyli mój syn i ja, jesteśmy najważniejsi.



