Jesteśmy z mężem razem od 13 lat i mamy dwoje dzieci. Nie powiem, że jesteśmy idealną rodziną, bo tak nie jest. Czasami się kłócimy, ale tak chyba jest w każdej rodzinie.
Wszystko zaczęło się kilka lat temu, chociaż nie podam dokładnej daty, bo aż tak dobrej pamięci nie mam. Oczywiście nie stało się to od razu, tylko wszystko działo się stopniowo. Mój mąż zaczął stawać się coraz mniej zainteresowany życiem. Wcześniej miał jakieś hobby: zajmował się rzeźbieniem w drewnie różnych figurek, ale też rzeźbił drewniane ramy na obrazy. Potem jednak wszystko to porzucił.
Przy okazji zaczęłam zauważać, że kawa kończy się nam z ogromną prędkością. Zaczęłam więc się przyglądać temu, ile mój mąż wypija kubków kawy dziennie. Okazało się, że aż 6! Byłam w prawdziwym szoku. W dodatku ciągle pali. Wcześniej oczywiście też palił, ale nie tak dużo, teraz pali jak prawdziwa lokomotywa. Potrafi odpalać jednego papierosa od drugiego i wypalić dwie paczki papierosów jednego dnia. Łączy też palenie papierosów z piciem kawy.
Zasadniczo nie je mięsa drobiowego i ryb, preferuje dania wieprzowe lub jagnięce, najlepiej te bardzo tłuste. Nawet zaczął robić ostatnio specjalnie skwarki wieprzowe. Lubi dodawać je do tłuczonych ziemniaków.
Cztery lata temu mógł bez problemu podciągnąć się 20 razy na drążku, a teraz ma nawet problemy, żeby wejść na drugie piętro do mieszkania. Nie rusza się prawie wcale i cały swój wolny czas spędza na kanapie przed telewizorem. Oczywiście czas umila sobie, popijając piwo, bo jakże by inaczej.
W ciągu kilku lat bardzo się zmienił. Był wysportowanym przystojniakiem, a stał się grubym, rozlazłym facetem. Nawet nie mam z nim ochoty na nic więcej, po prostu jego zaniedbany wygląd mnie odrzuca. Nie wiem, dlaczego tak się zapuścił, to po prostu jakiś koszmar. Odnoszę wrażenie, że coś go gnębi, ale cały swój smutek zatapia w tłustym jedzeniu i piwie.
Kilka razy próbowałam z nim porozmawiać na ten temat, ale zawsze takie rozmowy kończyły się awanturami. Teraz nawet nie wspominam nic na ten temat, bo mam dość jego krzyków. Po co się tak niszczy? Nie wiem, może za kilka lat chce leżeć na cmentarzu. Co robić? Poradźcie, jak skłonić go do zmiany stylu życia.



