Dom nad morzem odziedziczyłam po babci. Był w okropnym stanie, więc razem z mężem wyremontowaliśmy go gruntownie, a nawet dobudowaliśmy drugie piętro. Zdecydowaliśmy, że latem będziemy wynajmować pokoje turystom i w ten sposób zaczęliśmy odkładać sobie pieniądze do emerytury. Turyści są naszym głównym źródłem dochodu, bo z samej emerytury nie da się wyżyć. Od zimy liczymy wszystkie pieniądze, ile wydamy na jedzenie i różne drobiazgi. Przygotowujemy pokoje dla naszych gości, a na wiosnę zaczynają do nas przyjeżdżać.
Moja córka i zięć są stałymi gośćmi. Oni nie mieszkają w pokojach dla turystów, ale w domku letniskowym. Zbudowaliśmy go specjalnie na wszelki wypadek. Jest mały, ale bardzo przytulny.
W tym roku moja córka i zięć zamierzają pojechać do Azji, chcą zobaczyć coś egzotycznego. Moja córka poinformowała mnie, że zamiast nich przyjadą jej teściowie. Powiedziała mi, żebym nie brała od nich żadnych pieniędzy i dobrze ich przyjęła. Zdenerwowało mnie to, ponieważ tak naprawdę nie mamy kontaktu z jej teściami. Ja sama nie zamierzałam brać żadnych pieniędzy: jedzenie kosztowałoby mnie grosze, więc po co wymagać ich od rodziny, ale teściowie okazali się być bardzo kapryśni. Chcieli, żebym ja i mój mąż w pełni im służyli, jak w hotelu. Zapomnieli, że nie jesteśmy personelem, ale rodziną.
Moja córka krzyczała na mnie przez telefon, uważając, że to starzy, chorzy ludzie, czy naprawdę tak trudno jest mi być dla nich miłą? Ale czy ja i mój mąż nie jesteśmy chorzy? Córki teściowie i ja jesteśmy w tym samym wieku. Zaczęli się też oburzać, marudząc, dlaczego mieszkają w domku letniskowym i śpią na wąskich, pojedynczych łóżkach, a nie w pokoju z dużym łóżkiem, jak wszyscy nasi goście. Powiedzieliśmy, że nasze pokoje są już opłacone i zajęte. Wtedy teściowie odwrócili się przeciwko nam i w końcu się pokłóciliśmy.
