Mój mąż, po narodzinach naszego syna, zmienił się nie do poznania.

Razem z mężem starannie przygotowaliśmy się do narodzin naszego dziecka. Zaoszczędziliśmy dużą sumę pieniędzy i kupiliśmy wszystko, co było potrzebne do opieki nad noworodkiem. Dbałam o swoje zdrowie, odmawiałam słodyczy i tłustych potraw, aby nie zaszkodzić nienarodzonemu synowi.

Po urodzeniu Bartusia mój mąż bardzo się zmienił. Kiedyś był czuły, troskliwy i opiekuńczy, ale teraz zmienił się w tyrana. Miłosz wciąż przeklina i denerwuje z byle powodu. Codziennie narzeka na nieposprzątane mieszkanie, opóźniony obiad. Jeśli nie ma do czego się przyczepić, to czepia się o to, że wydaję za dużo pieniędzy i kupuję niepotrzebne przedmioty.

Jakiś czas po porodzie zaczęłam mieć problemy zdrowotne. Moje ciało i psychika wiele przeszły, więc zauważyłam, że włosy zaczęły mi wypadać, stały się matowe i nie tak gęste jak kiedyś. Paznokcie rosną wolno i są słabe, od razu się łamią, nie mówiąc o zębach. Leczenie kosztuje bardzo dużo pieniędzy, a z naszych oszczędności już prawie nic nie zostało.

Moja teściowa uważa, że jej syn jest zbyt pobłażliwy, więc korzysta z każdej okazji, by przypomnieć mu o moich wadach.

Przed macierzyństwem miałam pracę i to dobrze płatną i mogłabym wrócić, ale nie chcę zostawiać synka z nianią lub oddawać go do żłobka. Miłosz proponuje, żeby zatrudnić nianię dla Bartusia, gdy tylko skończy sześć miesięcy. Jestem zdecydowanie przeciwna, bo chcę być przy moim synku przynajmniej do ukończenia przez niego pierwszego roku życia.

– Miłosz, nie mamy powodów do paniki. To tylko przejściowe trudności – zapewniłam męża.

– O czym ty mówisz? Nie mamy normalnego życia, my koczujemy! Nigdzie nie wychodzimy, zawsze jesteś blisko dziecka. Nawet w nocy nie możemy spokojnie spać, musimy sobie wszystkiego odmawiać! – skarżył się mój mąż.

Nie mogę zrozumieć reakcji mojego męża, ponieważ bardzo chciał mieć dziecko i rozumiał, że będzie to trudny czas. Wszystkie rozmowy mojego męża ze swoją matką krążą wokół pieniędzy, a ja z jakiegoś powodu zawsze jestem wymieniana jako przyczyna wszystkich kłopotów. Martwię się, że wkrótce nie będę w stanie karmić dziecka i będę musiała przejść na mleko modyfikowane. Nie mogę tak dłużej żyć. Skoro matka i syn są razem, niech oni zostaną, a ja z Bartusiem pójdziemy do moich rodziców.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 14 =

Mój mąż, po narodzinach naszego syna, zmienił się nie do poznania.