Mojego przyszłego męża poznałam w nowej pracy, byłam już wtedy 3 lata po rozwodzie i sama wychowywałam syna. Marek, czyli mój drugi mąż, też był po rozwodzie. Jego była żona zdradziła Marka ze swoim kolegą z pracy w trakcie podróży służbowej, a potem kontynuowała romans. Jeszcze później postanowiła, że porzuci męża, zabrała więc dzieci i uciekła wraz ze swoim kochankiem, wyjeżdżając do innego miasta. Dopiero wtedy złożyła pozew o rozwód i dała znać, gdzie w ogóle jest. Wszelkie próby porozumienia się Marka z dziećmi kończyły się fiaskiem, ponieważ matka nastawiała je przeciwko ojcu. Zresztą, dla nich najważniejsze było to, że ich nowy tatuś daje im drogie prezenty i pozwala na wszystko, więc o biologicznym ojcu szybko zapominały.
Dwa lata temu wzięłam ślub z Markiem po rocznym związku. Dobrze się nam razem żyje, dalej pracujemy w tej samej firmie, a po pracy wracamy do domu, w którym wspólnie gotujemy obiad, sprzątamy, dzielimy po prostu wszystkie obowiązki, a potem razem odpoczywamy. Mój syn Leszek często odwiedza mojego byłego męża oraz jego rodziców. Jest ich jedynym ukochanym wnukiem, a oni są na emeryturze, więc poświecają mu dużo czasu.
Mąż nie przebaczył córce zdrady i nie uznaje nowego zięcia oraz wnuka. Skreślił ją ze swojego życia
Zeszłego lata była żona Marka wróciła do naszego miasta. Była w ciąży. Od jakiegoś kolegi męża wyciągnęła nasz adres i przyjechała. Od tamtego momentu zaczęła coraz częściej wysyłać do nas dzieci. Nie miałabym nic przeciwko temu, bo synowie mojego męża to fajne dzieciaki i mój Leszek też ich bardzo lubi. Problem jednak w tym, że Marek nie cieszy się z ich obecności. Kiedy jego synowie się u nas pojawiają, on pod różnymi pretekstami ucieka z domu – a to nagle kolega potrzebuje pomocy, a to musi coś kupić, a to jedzie do mechanika i tak ciągle. Znika z domu tylko wtedy, kiedy jego dzieci u nas są, poza tym niechętnie wychodzi z domu, bo jest ogólnie domatorem. Rozmawiałam z nim na ten temat i prosiłam, żeby zmienił stosunek do chłopców bo są jeszcze mali i potrzebują ojca, ale on mimo tego nie zmienił swojego podejścia.
W piątkowy wieczór była żona Marka przywiozła do nas dzieciaki i widziałam, że nastrój Marka od razu się pogorszył. Przez cały wieczór do kogoś dzwonił aż nagle powiedział, że wychodzi, bo kolega zaprosił go na wspólne wędkowanie. Pokłóciliśmy się pierwszy raz od dwóch lat bo próbowałam mu wytłumaczyć, że jego synowie przychodzą do niego, do ojca, a nie do mnie, jakiejś obcej kobiety. On wtedy mi zarzucił, że niepotrzebnie ich przyjmuję w naszym domu i mogliby przecież jechać do dziadków, a nie ciągle u nas przesiadywać.
Wydaje mi się, że Marek dużo lepiej traktuje mojego syna. Kocham mojego męża, ale nie wiem, po czyjej stronie powinnm być w tej sytuacji i co mogę zrobić?



