Przed ślubem myślałam, że z Konradem będziemy dzielić się po równo domowymi obowiązkami. Kiedy z nim o tym rozmawiałam, on oczywiście zgadzał się ze mną i twierdził, że tak będzie. Niestety, to były tylko słowa.
Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, oboje pracujemy, nie mamy też jeszcze dzieci. Póki co czuję, że to po prostu nie jest dobry moment na powiększanie rodziny. Uznaliśmy oboje, że najpierw powinniśmy się sobą nacieszyć, nauczyć życia we dwoje, a dopiero potem decydować się na tak poważny krok.
Potem jednak okazało się, że dobrze, że nie pospieszyliśmy się z dziećmi, ponieważ mój Konrad kompletnie niczego nie potrafi! Wcale nie odciąża mnie w kwestii domowych obowiązków, jak wcześniej obiecywał. Nie tylko nie potrafi posprzątać, ugotować, czy nastawić prania, ale co gorsze, nie chce w ogóle tego zmienić i się tego nauczyć! Jedyne, co potrafi, to zrobić zakupy z listy i wymienić żarówkę, kiedy ta akurat się przepali. To wszystko – na tym kończą się jego umiejętności.
Nawet w weekendy nie chce mi pomóc w kuchni. Nie chodzi też o to, że chcę, aby on zaczął robić obiady, ale czasami fajnie by było, gdyby pokroił warzywa, umył podłogę czy przetarł stół. To są drobne rzeczy, nie jakaś ciężka praca, a mogłoby mi to pomóc.
Oczywiście łatwiej jest przełączać kanały w telewizji i leżeć na kanapie, a potem przyjść na gotowe. Może jeszcze jakoś zaakceptowałabym to, gdyby dodatkowo nie te jego humorki. Nie podoba mu się to jak gotuję albo to jak układam rzeczy w szafie. Jest przyzwyczajony do tego, jak to wszystko robiła jego mama i najlepiej by było, gdybym robiła tak samo, jak ona.
Gdy wujek zobaczył dom, który wybudowaliśmy dla mamy, po prostu się rozpłakał. Gdzie popełnił błąd?
Dopiero teraz zrozumiałam, że popełniłam błąd i że mogłam z nim zamieszkać przed ślubem – wtedy wiedziałabym, jaki jest. Teraz wiem, że lepiej jest odkryć wszystkie zalety i wady danej osoby, zanim zacznie się z nią wspólne życie.
Postanowiłam w końcu porozmawiać o tym z matką Konrada. Pomyślałam, że skoro się ze sobą dobrze dogadują, to może porozmawia ze swoim synem i przemówi mu do rozumu. Jej odpowiedzi zupełnie się nie spodziewałam:
-To po co mu wtedy w ogóle kobieta, skoro i tak wszystko robiłby sam?
Byłam w szoku. Przecież ja też pracuję jak on, zarabiam pieniądze, więc dlaczego sama miałabym zajmować się domem? Nie jestem niczyją służącą! Pokłóciłam się z nią, bo niestety, ale dla mnie coś takiego jest nie do zaakceptowania. Ona jednak twierdziła, że ma rację, a ja się mylę. Mój mąż także się na mnie obraził, że poszłam z tą sprawą do matki i nawet nie odzywał się do mnie przez kilka dni.
Potem Konrad mnie przeprosił. Powiedział nawet, że ma dla mnie niespodziankę. Wyobrażałam sobie różne prezenty, ale Konrad kupił… Zmywarkę, bo uznał, że tego pewnie od niego oczekuję. Zamiast podziękować, zapytałam go, dlaczego myślał, że taki prezent mnie uszczęśliwi. Nie dostałam jednak żadnej odpowiedzi, bo Konrad ponownie się obraził.
Teraz do akcji wkroczyła także teściowa i wtrąca się w nasz związek. Twierdzi, że to ja jestem winna temu, że nasz związek przechodzi kryzys. Do tej pory znosiłam t cierpliwie i milczałam, ale czuję, że dłużej już nie wytrzymam. Myślę, że dokonałam złego wyboru.
Co byście mi doradzili?



