Wyszłam po raz drugi za mąż 3 lata temu. Nie mamy wspólnych dzieci, mój mąż ma dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa, które mają 14 i 6 lat, a ja mam 17-letniego syna. Mam doskonały kontakt z dziećmi mojego męża i praktycznie od pierwszego dnia zaczęły nazywać mnie „mamą”. Kochają mnie, a ja kocham je i nie robię żadnej różnicy między jego dziećmi a moim synem, tylko traktuję ich wszystkich tak samo. Dzieci między sobą też dobrze się dogadują i ani razu nie doszło jeszcze między nimi do żadnej kłótni.
Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie zachowanie mojego męża, który wciąż nie potrafi zaakceptować mojego syna. Mój Adaś na początku sam próbował nawiązać kontakt z moim ukochanym, szukał wspólnych tematów, proponował wypad na kręgle czy do kina, ale to wszystko zdało się na nic, bo mój mąż nie zwracał a niego uwagi, wręcz go ignorował. Adam przez to poddał się i nie zagaduje nawet do męża, on też zresztą nie kwapi się do rozmów z moim synem. Żyją w jednym miejscu jak zupełnie obcy sobie ludzie.
Myślałam na początku, że może Igor musi się oswoić i odnaleźć w nowej sytuacji, ale czas mijał, a on ciągle traktował Adama w ten sam sposób. Nie bardzo rozumiem, jak dorosły mężczyzna może nawet nie chcieć się postarać, by stworzyć jakąkolwiek relację z dzieckiem ukochanej kobiety. Przecież to, jak żyje się mojemu synowi, jest dla mnie niezwykle ważne, a w takiej atmosferze na pewno nie jest mu zbyt komfortowo. Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale zmienia temat albo mówi, że przesadzam i że przecież wszystko jest jak najbardziej normalnie. Na szczęście chociaż rodzice męża traktują Adama jak swojego wnuka i dają mu naprawdę wiele uczucia.
Nie gniewam się o to wszystko na męża, ale niezwykle mi przykro, że relacja między nimi wygląda w ten sposób i jest taka chłodna. Staram się w tym wszystkim wspierać bardzo syna, aby czuł się w domu komfortowo i bezpiecznie.
Swoją drogą mój syn jest świetnym uczniem, gra w piłkę nożną, uczęszcza do różnych kółek zainteresowań, ma swoje hobby, nie pije, nie pali, trzyma się ustalonych zasad, jest posłusznym i pozytywnym dzieciakiem, nawet dorabia sobie w weekendy, żeby mieć pieniądze na swoje osobiste potrzeby. Nie rozumiem więc, jakim cudem mąż nie może z nim znaleźć chociażby jednego, wspólnego tematu.
Jak pogodzić tych dwóch ważnych w moim życiu mężczyzn?




