Mój mąż i ja, podobnie jak wiele młodych rodzin, mieszkaliśmy po ślubie w wynajętym mieszkaniu. Mieliśmy chęć zakupu własnego mieszkania i dlatego oszczędzaliśmy na wszystkim, co można. Nawet wynajęliśmy kawalerkę w najtańszej dzielnicy naszego miasta. Nie planowaliśmy dziecka bez własnego kącika, a w tym mieszkaniu spędzaliśmy tylko noc, dlatego nie mieliśmy specjalnych wymagań. Z rodzicami miałam napięte stosunki, a teściowa płaciła za naukę młodszej siostry męża. Nie spodziewaliśmy się od nikogo pomocy, liczyliśmy tylko na siebie. Matka męża stale męczyła nam głowę swoim „chcę wnuka”. Wyjaśniliśmy jej, że w takim mieszkaniu nie pomyślimy o dziecku, ale ona się nie poddała.
– Psujesz sobie zdrowie, a to najdroższe, co ma człowiek. Oddaj już to zapluskwione mieszkanie. Są tu tylko pijacy i przestępcy – powiedziała teściowa, gdy po raz drugi przyszła nas odwiedzić.
Częściowo miała rację. Nasi sąsiedzi byli dalecy od ideału. W ciągu 3 lat życia w tym mieszkaniu, byliśmy 4 razy na policji w różnych sprawach. Za sąsiadów mieliśmy głównie ludzi z kryminalną przeszłością, ale poza tym w naszym domu było jeszcze zagrożenie pożarowe. Sąsiedzi trzy razy podpalili swoje mieszkania. Budziliśmy się albo od syren strażackich, czasem karetki, lub policjanci pukali do drzwi.
Wieczorem, kiedy wracaliśmy z pracy, ciągle były jakieś awantury, nie zwracaliśmy na to uwagi. Najważniejsze, że właściciel wynajął nam mieszkanie w bardzo niskiej cenie i przez 3 lata oszczędności i życia w nim, udało nam się zebrać wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić mieszkanie 2-pokojowe. Tutaj mogliśmy już zacząć myśleć o dziecku. To krewny właściciela wynajmowanej kawalerki, pokazał nam mieszkanie, a on sam mieszkał w innym mieście. Chciał kupić dom, ale brakowało mu pewnej kwoty i postanowił sprzedać mieszkanie po atrakcyjnej cenie. Nawet poprosił nas, aby przygotować pieniądze natychmiast w gotówce, ponieważ nie akceptuje innych metod płatności.
Mój mąż wypłacił wszystkie pieniądze z konta i postanowiliśmy zostawić je na razie u teściowej. Przy naszych sąsiadach nie było bezpiecznie nawet tam mieszkać, a co dopiero posiadać w domu gotówkę. Bałam się, że mogą nas okraść, nikomu tam nie ufałam.
Pewnego dnia, właściciel mieszkania zadzwonił i powiedział, że będzie za trzy dni. Radośnie przybiegliśmy do teściowej, aby zwróciła nam pieniądze. Mężczyzna postanowił na wszelki wypadek przeliczyć pieniądze, aby uniknąć nieporozumienia. Dobrze, że to zrobił, brakowało nam 30 tys. Teściowa przepuściła te pieniądze na cichy ślub swojej córki. Ze wszystkimi atrakcjami, fotografem, programem rozrywkowym, prezenterem i DJ-em. Byliśmy bardzo zaskoczeni, nie zostaliśmy nawet zaproszenia. Zabraliśmy pieniądze i musieliśmy dobrać kredyt, dopiero teraz utknęliśmy w długach.
Nowe mieszkanie przyniosło nam jednak taką radość, jakiej byśmy chcieli. Niestety, nie udało nam się kupić mieszkania bez długów. Mój mąż i ja nie rozmawiamy z jego matką, ponieważ nawet nie czuła się winna. Do tego cały czas nam zarzuca, że żałowaliśmy pieniędzy dla swojej rodziny. Jakoś już nas to nie obchodzi. Teraz zbieramy pieniądze na kompletne umeblowanie naszego mieszkania i nowy samochód. Już myślimy o powiększeniu rodziny.



