Od kilku tygodni, rozmyślamy z mężem nad kupnem nowego mieszkania. W naszym obecnym mieszkaniu żyjemy od dnia naszego ślubu, czyli już dwadzieścia lat. Teraz mieszkamy na czwartym piętrze, bez windy, a jak wiadomo, nie młodniejemy i coraz częściej, ciężko nam wyjść na samą górę. Mój mąż upiera się, aby kupić nowe mieszkanie, w pobliżu mieszkania jego matki. Ja jestem zdecydowanie przeciwna temu pomysłowi, znam tę kobietę od wielu lat i nie chcę narażać relacji z moim mężem, oraz własnej psychiki na uszczerbek.
Moje relacje z teściową, od początku nie były najlepsze. Już przy pierwszym spotkaniu, przyglądała mi się uważnie, wypytywała o szczegóły mojego życia. Była bardzo bezczelna, pytając o intymne szczegóły swoją przyszłą synową. Całe szczęście, mój mąż nie jest maminsynkiem, bo inaczej na pewno już nie bylibyśmy razem.
Kiedy byłam narzeczoną Zbyszka, moja teściowa zachowywała się względnie dobrze, jednak sytuacja pogorszyła się po naszym ślubie. Nie przestawała dzwonić do syna wypytując o to co jadł na obiad, czy mu smakowało i czy ma wyprasowane koszule. Bez zapowiedzi wpadała do nas, i wytykała mi błędy, że źle posprzątałam mieszkanie, lub przesoliłam zupę. Nie odpowiadał jej również wystrój w naszym domu. Uważała, że dom bez dywanów jest zimny i pusty. Nie słuchała moich argumentów, kiedy mówiłam, że nie lubię dywanów ponieważ zbierają kurz.
Pewnego dnia, teściowa przyszła z wielkim dywanem pod pachą. Uznała, że jest on niezbędny w naszym salonie. Kiedy wyszła, poprosiłam męża, aby zawiózł dywan mojej siostrze, która aktualnie była zainteresowana zakupem. Siotra była zadowolona z prezentu, a ja, że pozbyłam się niechcianego podarunku. Kiedy teściowa się dowiedziała że oddałam jej prezent, zaczęła po raz kolejny narzekać, że jestem okropną synową i nie doceniam jej starań.
Moja teściowa się starzała, więc chcąc nie chcąc musiałam do niej chodzić, aby pomagać jej posprzątać mieszkanie. Po pewnym czasie zrozumiałam jednak, że lepiej zapłacić komuś aby to zrobił, niż przez kilka godzin wysłuchiwać jej poleceń i skarg, że niedokładnie sprzątam. Teściowa zauważyła, że nie może manipulować synem tak jakby tego chciała. Zaczęła coraz częściej narzekać na swoje zdrowie. Dzwoniła, że bolą ją nogi i nie może iśc na zakupy, lub skarżyła się na bóle w klatce piersiowej. Mąż woził matkę po lekarzach, jednak oni rozkładali ręce, bo, w jej wieku uchodziła za okaz zdrowia. Zbyszek oczywiście kocha swoją matkę, i uważa, że naszym obowiązkiem jest jej pomagać, szczególnie kiedy pada na zdrowiu. Wtedy wpadł na pomysł, że kupimy mieszkanie w tym samym bloku, w którym mieszka teściowa.
Nie wyobrażam sobie tej sytuacji. Obawiam się, że jeśli zamieszkalibyśmy tak blisko tej kobiety, mój mąż byłby na każde jej zawołanie, a to na pewno wpłynęłoby w negatywny sposób na nasze małżeństwo. Nie chcę kłócić się z mężem, ale on nie rozumie moich argumentów. Nie wiem co mam począć w tej sytuacji. Wiem, że jeśli zamieszkam w pobliżu teściowej, to będzie początek końca mojego małżeństwa.

