Mój bogaty pacjent ożenił się z młodą dziewczyną i uwierzył, że będzie miał z nią syna. Nie rozwiałem jego nadziei

Opowiedział mi tę historię mój stary kumpel. Jest lekarzem, posiadającym duże doświadczenie, wśród jego klientów jest bardzo wielu zamożnych ludzi. Jego historia wyglądała mniej więcej tak:

– Nie wierzysz w cuda? One naprawdę zdarzają się nawet w życiu codziennym. Moi pacjenci to bardzo zamożni ludzie. Wiele z nich jest w bardzo podeszłym wieku, każdym z nich powierz mi swoje problemy. Robię wszystko, aby komunikacja ze mną była dla nich przyjemna, ponieważ są źródłem moich dochodów. Około pół roku temu przyszedł do mnie pacjent, cały promienny ze szczęścia, mimo że wkrótce będzie miał 90 lat.

– Doktorze, pogratuluj mi, że się ożeniłem!

– Brawo. Kim ona jest?

– Och, doktorze, ona jest piękna. Ma zaledwie 18 lat i mnie kocha.

– Dobra robota. Trudno jednak nie zakochać się w Tobie.

Powiedziałem i pomyślałem sobie, że w takich pieniądzach każdy się zakocha. Następnym razem przyszedł trzy miesiące później. Towarzyszyła mu młoda kobieta, szczupła, piękna, z diamentami na palcach i ubrana, jakby właśnie zeszła z okładki magazynu o modzie.

– Doktorze, poznaj moją żonę. Nie masz pojęcia, jaki jestem szczęśliwy. Będę miał syna, damy mu moje imię i będzie po mnie wszystko dziedziczył, byliśmy na USG.

Po tym, jak kobieta wyszła, zbadałem go.

– No tak, cuda się zdarzają. Powiedz mi, jak często kochasz się ze swoją młodą żoną?

– Wiesz, zdarzyło się to tylko raz w dniu ślubu. Potem wypiłem drinka i nie pamiętam co się działo, ale żona powiedziała mi, że jestem silnym mężczyzną.

– A może opowiem Ci jedną historię?

– Z przyjemnością Cię wysłucham – powiedział stary milioner.

– Stało się to rok temu na Mazurach. Polowaliśmy na niedźwiedzia, trwało to już kilka godzin i wszystko bezskutecznie. Wszyscy byli bardzo zmęczeni. Zatrzymałem się nad brzegiem jeziora, oparłem broń o stojące drzewo i umyłem dłońmi twarz. Z tyłu usłyszałem niedźwiedzi ryk. Odwróciłem się i zobaczyłem tego samego potwora, na którego polowaliśmy. Być może zwierz o tym wiedział, bo powoli się zbliżał, z żółtych kłów kapała ślina, a wzroku nie odrywał ode mnie. Do grupy było daleko, tylko święty Piotr mógł mnie uratować.

Złapałem z ziemi strzelbę, skierowałem ją w stronę niedźwiedzia i kiedy szybko ruszył w moją stronę, nacisnąłem spust, lecz broń nie wypaliła, myślałem, że to już koniec. Nagle rozległ się huk, a zwierz padł na ziemię nieżywy.

– Co się stało? – zapytał pacjent.

– Wystrzelił jakiś myśliwy, który przypadkowo znalazł się w pobliżu.

– To prawdziwy horror. Dlaczego opowiedziałeś mi tę historię?

– Chciałem Ci powiedzieć, że cuda się zdarzają, nawet w naszym życiu.

Mój pacjent patrzył na mnie pełen nadziei. a ja skarciłem się, że mu ją dałem, ale tak pragnął mieć syna. Patrzyłem na tego naiwnego staruszka i nie miałem odwagi powiedzieć mu, że to nie może być jego dziecko.

.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − czternaście =

Mój bogaty pacjent ożenił się z młodą dziewczyną i uwierzył, że będzie miał z nią syna. Nie rozwiałem jego nadziei