Katarzyna i ja spotykaliśmy się od nieco ponad roku. Ogólnie rzecz biorąc, mieliśmy dobre relacje, ale często kłóciliśmy się o jej przyjaciół, którzy byli mężczyznami. Najwyraźniej lubiła, gdy byłem zazdrosny, bo nie widziałem innego wytłumaczenia, dlaczego prowokowała mnie, rozmawiając i wychodząc z nimi, kiedy ja spędzałem czas samotnie.
Zawsze starałem się zaskakiwać Kasię niezwykłymi prezentami, niespodziankowymi wyjazdami w piękne miejsca, a wszystko to dla jej radości i uśmiechu. Miałem poważne zamiary wobec mojej ukochanej kobiety, ale czekałem na dobrą okazję, aby wreszcie to wyznać.
Tego dnia Kasia obchodziła urodziny, na które zaprosiła do domu sporą grupę przyjaciół. Bawilibyśmy się naprawdę dobrze, gdyby nie to, że znowu zaczęła flirtować z naszym wspólnym znajomym. Dostała ode mnie wspaniały prezent: pluszowego misia z niespodzianką w środku. W każdym razie dałem jej go i poszedłem do domu, bo czułem się nieswojo z tym, co się tam działo. Z niecierpliwością czekałem na ranek, żeby zobaczyć, jaką odpowiedź da mi Kasia…
Nie było jeszcze ósmej rano, zadzwoniłem do niej, serce waliło mi z podniecenia, a myśli plątały mi się w głowie. Jedyną rzeczą, o którą mogłem ją zapytać, było: „Czy zgadzasz się?”, a ona odpowiedziała mi suchym „Nie”…
Nie wiem nawet, co jeszcze powinienem był jej powiedzieć, uraza kłuła mnie w piersi, więc od tamtej pory nie rozmawialiśmy.
Dwa miesiące później spotkałem na ulicy jej matkę. Zaczęliśmy rozmawiać, a ona między słowami powiedziała, że Kasia bardzo za mną tęskni, że nigdy nie zrozumiała powodu naszego rozstania. Ale jak to możliwe? Wewnątrz misia znajdowała się kaseta audio z nagranym tylko zdaniem: „Kochanie, wyjdź za mnie”.
Tylko, jak się okazało, z powodu kłótni ze mną tej nocy, wyrzuciła zabawkę i nigdy nie usłyszała tych słów… I wtedy zrozumiałem, jaki błąd popełniłem, bo w porannej rozmowie nie zapytałem, nie sprecyzowałem, czy słuchała taśmy. Było mi tak wstyd, że zachowałem się jak chłopiec, że obraziłem się i zakończyłem nasz związek.
Trzeba było coś z tym zrobić, więc kupiłem tego samego misia i nagrałem audio z propozycją małżeństwa. Tylko tym razem dodałem dopisek: „Kliknij na mnie” i przekazałem go przez najbardziej zaufaną osobę – jej mamę.
Przyjęła moją propozycję i pojechaliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego, aby złożyć dokumenty. Przez głupotę prawie przegapiliśmy nasze szczęście.

