Chcę opowiedzieć historię moich dziadków, jest to przykład prawdziwej miłości.
Nie jest tajemnicą, że ludzie ze wsi i z miast bardzo się od siebie różnią. Miastowi są mniej towarzyscy, czy coś w tym stylu. Mieszkańcy wiosek, z reguły żyją razem, znają się bardzo dobrze, wiedzą wszystko o sobie i swojej miejscowości. W mieście ludzie nie interesują się drugim człowiekiem, każdy żyje dla siebie i swojej bliskiej rodziny. W wiosce wszyscy znają rodzinne dramaty, radości, wszystkie historie miłosne. Nie da się nic ukryć, jestem pewna, że nawet teraz niewiele się pod tym względem zmieniło. Spróbuj w mieście zadzwonić do dowolnych drzwi przy wejściu i zapytać o znajomego z tego budynku, sąsiad raczej nie będzie go w ogóle znał. W wioskach wystarczy powiedzieć czyjeś imię, a ten ktoś nie tylko pokaże Ci jego dom, ale i wszystko o nim opowie.
Moja babcia całe życie mieszkała na wsi. W młodości dużo pracowała w polu, a później jako pielęgniarka w miejscowym szpitalu położniczym. W wieku szesnastu lat, została wydana za mąż, za miejscowego chłopca. Jej mąż był pracowity, ale dużo pił i nigdy nie przepuścił okazji, żeby komuś zrobić krzywdę. Nie wykazywał zainteresowania życiem rodzinnym, a gdy małżonkowie mieli pierwsze dziecko, stał się obojętny. Coraz częściej znikał, nie wracał na noc do domu, gdy babcia niańczyła ciocię. Mimo to, babcia żyła ze swoim pierwszym mężem przez około piętnaście lat, ponieważ w tamtych czasach rozwody uważano za coś nienormalnego i potępianego. Wszyscy wiedzieli, jakiego męża miała, we wsi mówiono, że nie utrzymała rodziny, a ona miała już dwoje dzieci, które trzeba było wychować i zapewnić im wykształcenie, ale z mężem już nie wytrzymała.
Kiedy rozwód został orzeczony, babcia została sama z dwójką dzieci. Pomagali jej rodzice, ale musiała ciężko pracować. Kobiety w takich warunkach, zawsze wcześnie się starzały i przed czterdziestką wyglądały jak babcie. Tak było do czasu, gdy poznała mojego dziadka.
Nie pochodził stąd, podróżował z grupą przyjaciół, kiedy zawędrował do wioski. Ponieważ nie znał tam nikogo, skierował się do pierwszego domu, akurat do babci. Kiedy przekroczył bramę, powiedział, że ziemia zapadła mu się pod nogami, gdy spojrzał na swoją przyszłą miłość. Uważał ją za bardzo piękną, mimo że była starsza. Nawet posiadanie dzieci go nie odstraszyło. Pierwszego dnia już myślał, że taka czarodziejka nie może być samotna.
Babcia pomogła mu zadomowić się na kilka dni w domu jej przyjaciółki, która miała wolne pokoje, a on przychodził do niej codziennie rano. Zawsze chciał coś zrobić, żeby pomóc nosić wodę, rąbać drewno, ale sam był mieszczuchem i nigdy nie trzymał w rękach siekiery, ona biegała tylko po apteczkę dla niego.
We wsi krążyło już trochę plotek, ale dziadek wcale się nimi nie przejmował. Jeśli coś lub ktoś mu się podobał, nie zwracał uwagi na ludzi wokół siebie i miał zamknięte uszy na innych. Jedyną rzeczą, której nie mógł pominąć w swojej ślepej miłości, były dzieci mojej babci. Zanim wykonał jakikolwiek ruch, postanowił porozmawiać z moim tatą i ciocią, dzieci nie miały nic przeciwko temu.
Babcia nie była już wtedy młoda, ale była zawstydzona jak dziewczynka. Odmłodniała dosyć szybko, u boku tak wspaniałego mężczyzny. Po ślubie pomógł rodzinie przenieść się do miasta, z dala od złych języków, które potępiały wybór mojej babci. To właśnie w mieście dobrze im się żyło, gdzie nikomu nie przeszkadzała różnica wieku i nikt nie znał ich przeszłości.
Tam też mój ojciec poznał moją matkę. Ja urodziłam się w odstępie tygodnia od mojej drugiej cioci. Mama i babcia przebywały w sąsiednich salach na oddziale położniczym.
Tak to już jest. Miłość nie ma daty ważności, nie ma wieku. Zakochać się można w wieku piętnastu lub pięćdziesięciu lat. To, że ludzie chcą o wszystkim dyskutować i wszystko potępiać, nie ma znaczenia. Trzeba tylko nauczyć się nie zwracać uwagi na takie plotki, w przeciwnym razie, słuchając takich ludzi, można nie posłuchać swojego serca i przegapić prawdziwą miłość, która będzie nas ogrzewać przez długie lata.

