Latem udało mi się odłożyć sporą sumę, a to wszystko dzięki mojemu ogrodowi warzywnemu. Sadziłam owoce i warzywa, nawoziłam, a potem zebrałam plony i sprzedawałam na targu. Naprawdę byłam dumna ze swojej gospodarności. Zresztą, nie tylko ja mam z nich zysk, ponieważ na moim ogrodzie warzywnym korzysta także syn z synową.
Dzieci nie muszą kupować żadnych warzyw, bo wszystko mają ode mnie. To, co mi zostaje, sprzedaję, dzięki czemu mam pieniądze. Ostatniej wiosny posadziłam wszystkiego znacznie więcej, dzięki czemu mogłam sprzedaż więcej i tym sposobem odłożyłam 10 tysięcy.
Chociaż początkowo zamierzałam zachować te oszczędności w tajemnicy przed krewnymi i wydać wszystko na własne potrzeby, to biorąc pod uwagę fakt trudności finansowych, jakie miał mój syn, zmieniłam zdanie. Ostatecznie do tego przekonała mnie pewna sytuacja.
Kiedy byłam na rynku, zobaczyłam moją synową Basię, która rozważała zakup używanych, chociaż lepsze słowo, jakie do nich pasuje to zużytych butów dla moich wnuków. Ten obrazek przypomniał mi moje własne dzieciństwo, kiedy nosiłam zużyte buty po mojej siostrze. Wtedy pojawiła się we mnie determinacja i uznałam, że muszę im pomóc. Następnego dnia pojechałam z Basią na zakupy.
Kupiłam moim wnukom nowe buty, kurtki, spodnie i swetry, wydając większość moich oszczędności. Radość, jaką im to przyniosło, była bezcenna. Chociaż moje oszczędności się praktycznie wyczerpały, satysfakcja z pomocy mojej rodzinie była znacznie cenniejsza. Wierzę w wartość pomagania sobie nawzajem, szczególnie w trudnych czasach. W końcu pieniądze to tylko rzecz nabyta, a dobroć trwa wiecznie. Mam rację?
