Jestem mężatka od 5 lat, mam troje dzieci – najstarsze dziecko mam jeszcze z pierwszego małżeństwa, mąż także ma córkę z pierwszego małżeństwa. Pomaga córce i co miesiąc przekazuje na nią porządną kwotę. Nie mam z tym żadnego problemu. Problemem jest natomiast teściowa i starszy brat męża z rodziną, który ma słabo płatną pracę.
Mieszkamy chwilowo w innym kraju, mąż ma umowę o pracę i wśród bliskich męża funkcjonuje stereotyp, przez który uważają, że skoro jesteśmy za granicą, to nie mamy co robić z pieniędzmi, bo mamy ich aż tak dużo. Przed wyjazdem za granicę mój mąż dał swojemu bratu i matce 100 tysięcy złotych, aby pomóc bratu kupić mieszkanie i przenieść się z kawalerki do dwupokojowego lokum. Teściowa w ramach rekompensaty obiecała, że zostawi swoje mieszkanie naszemu synowi w spadku.
Na pytanie, kiedy zostanie sporządzony testament u notariusza odpowiedziano mi, że powinno mi być wstyd o to pytać, bo przecież jesteśmy rodziną i powinniśmy sobie ufać. Ogólnie ta cała sytuacja nie była mi na rękę, bo mąż z rodziną postawili mnie przed faktem dokonanym. To były nasze wspólne oszczędności – moje i męża – ale mąż nie wziął mnie w podejmowaniu tej decyzji w ogóle pod uwagę. Uznał, że kiedy wyjedziemy za granicę, to szybko odrobimy tę stratę i dlatego sam tak zdecydował.
Teściową wciąż interesuje tylko to, aby mój mąż pomagał mojemu bratu, który mało zarabia. Tak, mógłby znaleźć sobie drugą pracę, ale teściowej by się to nie spodobało, bo wtedy nie miałaby nikogo, kto by ją zawoził na zakupy czy na działkę. Oczywiście dla siebie też chce pieniędzy i ciągle narzeka, że ma za małą emeryturę. Nie mam nic przeciwko pomaganiu mamie męża, bo jest osobą starszą i żyje z emerytury. Niestety, apetyt rośnie w miarę jedzenia i chce coraz większej ilości pieniędzy.
Jednocześnie mój mąż oszczędza dosłownie na wszystkim. Nigdy nie kupowaliśmy mięsa w supermarkecie po regularnej cenie, czekamy na promocje. Nie chodzimy do fryzjera i ja nas obcinam najlepiej jak potrafię, żeby też nie wydawać pieniędzy. Powodem takiej oszczędności jest to, że staramy się oszczędzać na zakup własnego mieszkania. Nie pracuję, ale na razie uczę się języka, poza tym wychowuję troje dzieci. Pomagam mężowi we wszystkim, a on nieustannie w tajemnicy przede mną oddaje pieniądze swojej rodzinie.
Wczoraj widziałem przelew na 6 000, to dużo pieniędzy. Nakrzyczałam na męża, że nie wierzę w jej miłość i że on kupuje miłość swoich bliskich, ale na naszych dzieciach mu nie zależy, skoro oszczędza na jedzeniu dla nich. Ogólnie powiedziałam mu wiele nieprzyjemnych rzeczy, ale może to w końcu przemówi mu do rozumu.



