Mąż to narkoman, który wyrzuca mnie z domu razem z naszym malutkim dzieckiem. Dla niego liczy się już tylko palenie

Z miłości zwariowałam i życzę wszystkiego najgorszego dzieciom i żonie mojego ukochanego

Jestem z mężem już 7 lat w związku małżeńskim. Mamy razem cudowne dziecko, synka, który teraz ma 5 lat. Mąż jednak ostatnio zaczął mówić o rozwodzie. W ogóle nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak zmienił do mnie stosunek.

Powiedział, że nie chce takiego darmozjada jak ja. Według niego nie zarabiałam na mieszkanie, w którym teraz mieszkamy, a jedyny mój udział w nasze życie to tylko sprzątanie, mycie, gotowanie prasowanie, ale to nic nie znaczy i w ogóle jestem słabą gospodynią. Fakt, nie chodzę do pracy, bo opiekuję się dzieckiem, ale wcześniej mąż zapewniał mnie, że to nie problem i nawet lepiej, że będę zajmować się domem i wychowaniem dziecka. W dodatku on zarabia 15 000 złotych miesięcznie, więc spokojnie na wszystko nam wystarcza. Mimo tego on uważa, że jestem mało zaradną kobietą, z którą nie chce być, bo zawsze marzył o jakiejś ambitnej kobiecie, a nie o kimś takim jak ja. Powtarza mi, że najlepiej już powinnam się spakować i pojechać do mojej matki. Dziś rano już tego nie wytrzymałam, kiedy znowu wywołał awanturę. Obudził dziecko i je wystraszył, więc już musiałam zareagować. Poprosiłam go, żeby nie krzyczał i nie traumatyzował naszego dziecka, na co otrzymałam taką odpowiedź: „Nie obchodzi mnie to! Jak będę chciał, to będę sobie krzyczał, bo jestem u siebie w mieszkaniu, to ja je kupiłem! A Ty wynoś się do swojej matki!”. Moja mama mieszka w innym mieście, więc jak nagle miałam zabrać rzeczy, dziecko i do niej pojechać? Dobrze o tym wie, że to nie takie proste. Poza tym razem z dzieckiem mamy prawo do tego mieszkania.

Urodzę już trzecie dziecko, które znowu będzie wychowywało się bez ojca.

W dodatku mój mąż jest narkomanem – palił ogromne ilości trawki aż do odcięcia świadomości. Wyciągnęłam go z tego, ale nie ma w nim żadnej wdzięczności. Kiedy nie pali, jest wspaniały, miły, delikatny i kochany, ale ostatnio znowu wrócił do nałogut. Najgorsze jest to, że dziecko widzi te wybuchy agresji, a ja nie mam z nim dokąd pójść, bo na razie mieszkamy pod jednym dachem. Nie wiem co robić, ale mam dość takiego życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − jeden =

Mąż to narkoman, który wyrzuca mnie z domu razem z naszym malutkim dzieckiem. Dla niego liczy się już tylko palenie