Mam dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa, to córki. Jedna z nich ma 8, a druga 5 lat. Z mężem rozstaliśmy się tuż po narodzinach naszej drugiej córeczki. Po prostu do siebie nie pasowaliśmy, nie chcieliśmy tego ciągnąć i narażać nasze dzieci na to, że będą świadkami klótni i chłodu emocjonalnego, który zapewne z czasem byłby nieodłączną częścią życia w małżeństwie.
Po rozwodzie zaczęłam się spotykać z Darkiem. Spotykaliśmy się ze sobą 3 lata, ale nie planowaliśmy żadnego poważnego związku. Takie spędzanie czasu i spotykanie się bez zobowiązań w zupełności nam wystarczało, a oboje byliśmy po nieudanych związkach, więc wiedzieliśmy, jak to może się skończyć. Niestety, mimo tego, że zabezpieczaliśmy się, zaszłam w ciążę.
Z jednej strony jakiś głos w głębi duszy mówił mi, że to cudownie będzie doświadczyć znowu radości z macierzyństwa. Ten czas, kiedy nosi się dziecko pod brzuchem jest niezwykle magiczny i nie da się go porównać z niczym innym. Miałam też nadzieję, że może to dziecko zmieni postrzeganie Darka na sytuację i że jednak oświadczy mi się, a dziecko wychowamy razem. Potrzebowałam u swojego boku niezawodnego mężczyny, który wesprze mnie w wychowaniu kolejnego już dziecka.
Darek zareagował na tę informację zupełnie inaczej, niż myślałam. Kazał mi zrobić aborcję, ale jak ja mam ro zrobić? Uważam, że aborcja to jak morderstwo, więc nie mogę absolutnie tego zrobić! Z drugie strony kiedy urodzę dziecko, skażę je na ubóstwo i na to, że będzie się wychowywać bez ojca.
Nie wiem po co tu to piszę, chyba tylko szukam jakiegoś wsparcia, bo bardzo mi z tym wszystkim trudno.
Uważam, że nie ma chyba dobrego rozwiązania w tej sytuacji, bo każda z opcji jest zła. Co zrobić, żeby chociaż wybrać mniejsze zło?



