Mąż uważa, że w piątkowy wieczór rozpoczyna się czas na jego odpoczynek albo balowanie, zależy, na co akurat ma ochotę. Teraz już wiem, że nie mam po co czekać na męża w piątek z obiadem, bo na pewno nie wróci po pracy. Tuż po skończeniu dnia roboczego w piątki od razu wybiera się na piwo z przyjaciółmi i siedzi z nimi do późna, nie wylewają oczywiście za kołnierz. Ja nie chcę widzieć męża pijanego, dlatego kładę się razem z dziećmi spać. Poza tym mąż pod wpływem alkoholu bywa agresywny i wywołuje awantury, dlatego nie chcę nawet pokazywać mu się na oczy, aby nie sprowokować żadnej takiej sytuacji.
W sobotę mąż śpi do 15 i wstaje tylko na obiad, a potem dalej leży, tym razem na kanapie z pilotem do telewizora w ręku. Kiedy dzieci do niego podchodzą i chcą, aby tatuś się z nimi pobawił, ten na nie krzyczy i je wyzywa, bo przeszkadzają mu w „relaksowaniu się”.
W niedzielę gra na konsoli, mówi, że musi odreagować po ciężkim tygodniu. Szkoda tylko, że już dwa „odreagowuje” i nic więcej nie robi. Nie rozumiem, jak może tak żyć, albo się upija jak świnia, a potem cały dzień cierpi przez kaca, albo jak już mógłby coś sensownego zrobić, to woli grać w jakieś durne gry. Przez to dzieci prawie nie mają kontaktu z ojcem, bo w weekendy on nie ma dla nich czasu, a w tygodniu pracuje i też nie zajmuje się nimi. Starszy syn już nawet nie podchodzi do ojca, bo wie, że i tak się nim nie zainteresuje, nie zechce pobawić i nie zapyta, co tam u niego. Młodszy synek wciąż próbuje, ale myślę, że i on za jakiś czas przestanie.
Obawiam się, że mąż zrozumie swój błąd kiedy będzie za późno i wtedy to one nie będą miały dla niego czasu, albo nie będą chciały go znać. Widzę, że starszy syn nie postrzega ojca jak pełnoprawnego rodzica. Nie jestem w stanie zmienić relacji między nimi, bo to mąż musiałby chcieć zacząć zachowywać się inaczej, a ja przecież na nim tego nie wymuszę.
Czasami wydaje mi się, że mój mąż wcale nie potrzebuje dzieci. Gdybym nie nalegała na dzieci, to do tej pory mój mąż powtarzałby, że „jest za wcześnie” i „trzeba trochę pożyć dla siebie”.

