Rozwiodłam się z mężem z powodu syna, którego ciągle obrażał i traktował go po prostu źle. Nie zawsze tak oczywiście było, bo przez pierwsze pięć lat był przykładnym i kochającym ojcem. Po tym okresie mąż zaczął krzyczeć na synka, wyrzucać przez okno jego zabawki, jeśli ten nie zdążył ich posprzątać lub po prostu robił wszystko, by doprowadzić go do łez.
Przez to zaczęły się między mną a mężem kłótnie. Kiedy powiedziałam o tym wszystkim mojej mamie ona powiedziała, że mąż najwidoczniej ma kochankę. Nie wierzyłam, ale i tak wniosłam pozew o rozwód, bo mąż naprawdę pastwił się już później nad naszym dzieckiem. Wtedy faktycznie wyszło na jaw, że mąż od dawna miał kochankę. Wziął z nią ślub tuż po naszym rozwodzie, a cztery miesiące później na świat przyszło jego dziecko. Dziwię się tylko, że wolał znęcać się nad synem, niż powiedzieć wprost, że chce od kogoś odejść. Z czasem mąż zmienił zdanie i zaczął się normalnie odnosić do syna, jednocześnie przyznając się do tego, że robił to wszystko specjalnie. Teraz jednak jest już za późno, by zmienić konsekwencje tamtej działania.
Syn ma teraz 14 lat. Nie kocha i nie szanuje ojca, praktycznie nie ma z nim kontaktu, bo go nie chce mieć. Mąż woli obwiniać mnie o to, że syn nie chce z nim rozmawiać, nie widząc w ogóle problemu w sobie. Powtarzam mu, że dziecko dobrze pamięta to, jak się do niego odnosił, ale do niego to nie dociera i tylko ja jestem winna. Mąż po kilku latach przyszedł do syna z maskotką jak gdyby nigdy nic i myślał, że to załatwi sprawę. Syn powiedział wtedy, że z takimi prezentami spóźnił się o kilka lat. Mąż wzruszył wówczas ramionami i zniknął ponownie na rok. Potem na każde urodziny syna dawał mu pieniądze i nie próbował odbudować więzi z synem.
Nie wiem, czy powinnam przekonywać syna, by chociaż porozmawiał z ojcem? A może się nie wtrącać? Sama nie wiem, co robić…



