Czy zdarzyło ci się wybaczyć ukochanej osobie nawet coś, co było niewybaczalne i p[o czym nie powinno się dawać drugiej szansy? Ja właśnie tak zrobiłam. Próbowałam żyć z ukochanym mężczyzną przez 5 lat, musiałam się do niego dostosowywać i wybaczać mimo miliona uronionych łez.
Ostatni wspólny rok życia był najtrudniejszy. Nie czułam już do niego tej silnej miłości, co wcześniej, która do tej pory sprawiała, że tak chętnie mu wszystko wybaczałam. Ogólnie czułam do niego coraz mniej uczuć, a jedyne co we mnie było to zmęczenie i ogromne nerwy. Żyłam jak na wulkanie w ciągłej niepewności, kiedy znowu wybuchnie, od czego zacznie się karczemna awantura. Życie z nim było jak na sinusoidzie, bo w jednej chwili był miły i uczynny, a zaraz potem krzyczał jak szalony.
Wydawałoby się rozwód przyniesie spokój, ale nie, to była dla mnie kolejna próba. Mąż albo mnie przeklinał i groził, że się zabije, albo błagał o wybaczenie i obiecywał, że teraz na pewno się zmieni. Ja jednak wiedziałam, że nawet jeśli chce, to się nie zmieni, bo to już taki typ człowieka.
Kilka lat później zupełnie przypadkowo dowiedziałem się, że u mojego męża zdiagnozowano impulsywne zaburzenie osobowości. W końcu poszedł z tym do odpowiedniego specjalisty, bo już nikt z jego otoczenia nie mógł go znieść i kiedy zobaczył, że może stracić wszystkich, nagle coś z tym zrobił.
Nawiasem mówiąc, jednym z objawów impulsywnego zaburzenia osobowości jest nadmierna agresja podczas spożywania alkoholu. Kiedy w takiej sytuacji większość ludzi ma stan euforii i poprawia się u nich humor, to tacy ludzie jak mój mąż zaczynają zachowywać się agresywnie i złośliwie. Mój były też zupełnie nie umiał pić, bo za każdym razem upijał się i robił awantury. Kiedy pił wiedziałam, że czeka mnie potem piekło.
Przyjrzyjcie się bliżej swoim bliskim, być może potrzebują profesjonalnej pomocy. Niech skorzystają z niej zanim będzie za późno.