Mąż coraz częściej podnosi na mnie rękę, ale to ja czuję się wszystkiemu winna i błagam go o przebaczenie

Mąż coraz częściej podnosi na mnie rękę, ale to ja czuję się wszystkiemu winna i błagam go o przebaczenie

Kiedy mąż pierwszy raz mnie uderzył, nawet się tego nie spodziewałam. Najpierw się śmialiśmy, przekomarzaliśmy, a potem jakoś tak przeszliśmy do kłótni i wtedy to się stało – podniósł na mnie rękę. Po wszystkim poprosiłam go, żeby poszedł spać do salonu, bo nie chciałam spać z nim w jednym łóżku po czymś takim. Znowu doszło do kłótni, a on znowu się zamachnął, ale się obroniłam. Mało by brakowało, a jeszcze zaczęlibyśmy się bić. Pamiętam, że go spoliczkowałam bo miałam nadzieję, że ostudzi to trochę jego emocje, ale to chyba tylko bardziej go rozdrażniło. Uderzył mnie i popchnął tak mocno, że uderzyłam głową o ścianę i straciłam przytomność.

Szybko doszłam do siebie, a on zaczął mnie wystraszony przepraszać, ale kiedy powiedziałam, żeby wyszedł, znów zaczął mnie popychać mówiąc, że udaję i wcale mi nic nie jest, a poza tym to wszystko moja wina. Zabrał mi obrączkę i powiedział, żebym już nigdy jej nie zakładała, bo mnie nienawidzi i nie chce, abym dalej uważała się za jego żonę. Poszłam zapalić, a trzeba powiedzieć, że robię to naprawdę bardzo rzadko, zwykle w momencie, kiedy jestem ogromne zdenerwowana. On jednak nie ustępował i wyszedł za mną na balkon krzycząc, że jestem wariatką.

Teściowa miała coraz większą demencję i zamieniała nasze życie w piekło, a mąż mimo tego nie chciał jej oddać do domu opieki

To nie była nasza pierwsza i ostatnia kłótnia, bo od tego czasu takich sytuacji jest coraz więcej. Nigdy tak naprawdę mnie nie przeprosił, bo zwykle kończy na tym, że to wszystko moja wina i gdybym była inna, to nie musiałby mnie uderzyć. Na co dzień mówi, że mnie bardzo kocha, proponuje nawet ślub kościelny (mamy póki co tylko ślub cywilny), ale w momentach kłótni zawsze temu zaprzecza i mówi, że żyje ze mną tylko z przyzwyczajenia i dlatego, bo ma seks na wyciągnięcie ręki.

Mieszkamy u mnie. Kiedy chce odejść, zawsze mi jest wstyd i proszę, żeby został, poza tym bardzo go kocham. Sama nie jestem bez winy, bo czasami prowokuję go do kłótni, ale ja w odpowiednim momencie potrafię przestać, a on niestety nie. Myślę, że jestem od niego trochę uzależniona i od jego obecności. Poza tym naprawdę go mocno kocham, nie wyobrażam sobie życia bez niego, a on to najwidoczniej wykorzystuje.

Mam różnych kolegów, którzy uważają, że mężowi się ze mną poszczęściło i powtarzają, że jeśli go porzucę, będą zabiegać o moje względy, bo taka kobieta jak ja to skarb. Mówię to mężowi, ale on się tylko śmieje albo wścieka i znów podnosi na mnie rękę. Potem ja go za wszystko przepraszam i proszę, żebyśmy zaczęli wszystko od nowa, bez kłótni. On swojej winy nie uznaje i robi ze mnie wariatkę. Z jednej strony to widzę, że to nie jest zdrowa relacja, ale jak ja mam się odkochać? Czasami myślę, że bez niego umrę w samotności, bo nigdy nikogo nie pokocham już tak jak jego. A jak mam żyć bez miłości?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 + jeden =

Mąż coraz częściej podnosi na mnie rękę, ale to ja czuję się wszystkiemu winna i błagam go o przebaczenie