W naszej rodzinie było 6 dzieci. Mieszkaliśmy w zwykłej, małej wsi, a dzieci przychodziły na świat jedno po drugim. Mama nie pracowała długo. Żyliśmy zatem z jednej pensji, ale jakoś przeżyliśmy i żadne z nas nie chodziło gołe, głodne i brudne. Matka ciężko pracowała w domu, dbając o nas, pieląc ogródek i zajmując się inwentarzem.
Pracy było naprawdę dużo. Nie mieliśmy pralki, a trzeba było uprać rzeczy ośmiorga osób. W dodatku mama musiała chodzić po wodę aż do studni. Ja sama od 14 roku życia miałam wiele obowiązków na równi z dorosłymi.
Potem wydarzyło się coś dziwnego, bo w oczach wszystkich nagle stałam się bezwartościowa, postrzegana za gorszą i leniwą od wszystkich. Bardzo wtedy cierpiałam, próbowałam naprawić sytuację i udowodnić, że ze wszystkich dzieci to ja najbardziej pomagałam mamie, ale to nic nie dawało.
Kiedy z kolei przychodzi inna siostra, która nie mieszka z mamą już od 2 miesięcy, mama promienieje szczęściem, bo przecież dawno jej nie widziała! Wobec mnie potrafi mieć tylko jedną postawę – niezadowoloną i pokazującą, że to nie ja jestem jej ulubioną córką.
Ja też nie mieszkam od jakiegoś czasu z mamą, ale przychodzę, żeby jej pomagać, jakoś miałabym wyrzuty sumienia, gdybym tego nie robiła. Niedawno dowiedziałam się, dlaczego – według mojej mamy – tak często ją odwiedzam. Otóż według niej kradnę! A co? Łyżki, trochę starych bluzek, zardzewiały czajnik. Po tej bezczelności po prostu przestałam przychodzić do domu.
Pewnego razu jedna z sióstr zadzwoniła do mnie z pretensjami: „Gdzie Ty jesteś? Przyjechałam do mamy, a tam śmieci wysypują się z kosza, wszędzie jakieś muchy i smród. Nie ma też nic do jedzenia, a lodówka świeci pustkami!”. Zapytałam: „Może w końcu przypomnisz sobie o tym, że też jesteś jej córką i powinnaś pomagać? A może razem z matką uświadomicie w sobie, że dbanie o nią to nie jest tylko mój obowiązek?”.
Cztery miesiące później mama gorzej się poczuła i wszyscy byli zaniepokojeni jej stanem zdrowia. Dopiero po prawie dwóch tygodniach poczuła się lepiej i wszystko wróciło do normy. Niestety, do „normy” wróciła także postawa mojej matki. Jedyne, co zmieniło się to, że inni także zaczęli ją odwiedzać i pomagać w pracach domowych.
Niebawem skończę 70 lat. Mam już od dawna własną rodzinę, nawet dorosłe wnuki. Mama już piąty rok ciężko choruje i nawet nie wie, kim jest, nie rozpoznaje mnie ani sióstr. Właśnie, jeśli o siostry chodzi, to w ciągu ostatnich dziesięciu lat zmarły trzy.
Teraz matka ma 95 lat i znowu jej opieka została zrzucona na moje barki. Opiekuję się nią ale wciąż pamiętam, jak mnie traktowała.
Sama rozumiem, że trzeba już zamknąć ten rozdział – było, minęło. Jednak wspominanie o tym tak bardzo boli! Całe życie się starałam, by zdobyć jej uwagę i miłość, którą nigdy mnie nie obdarzyła i to już się nie zmieni.
