Marta uciekła ze wsi z powodu wścibskich sąsiadów sąsiadów, ale oni męczyli ją również w mieście.

Był ciepły, słoneczny poranek. Mamy z dziećmi były na spacerze, a przy pierwszklatceej  stała ciężarówka i kilku mężczyzn rozładowujących rzeczy, a szczupła kobieta stała obok i kontrolowała proces. Obok niej stał chłopiec w wieku pięciu lat, a na rękach trzymała trzyletnią dziewczynkę. Mamy obserwowały ich i każdy zastanawiał się, kim ona jest i gdzie jest jej mąż.

– Jutro pewnie dzieci wyjdą na spacer. – powiedziała jedna matka drugiej. Ale następnego dnia nie wyszła na zewnątrz. Dzieci zostały zauważone na balkonie. Przeprowadzili się do mieszkania, które znajdowało się na pierwszym piętrze. Okna były miały kraty. Chłopiec i dziewczynka wspinali się po nich

 – Chyba nie ma czasu, pewnie próbują się rozpakować  – znowu myślały mamusie.

Minął tydzień, a kobieta z dziećmi nie wychodziła na spacer. Dzieci bawiły się również na balkonie, wtedy jedna z matek postanowiła wysłać syna na zwiad.

– Cześć, Jestem Mikołaj. Zostańmy przyjaciółmi – powiedział chłopiec, zwracając się do dzieci na balkonie.

– Cześć, jestem Janek, a to moja siostra Kasia.

– Może wyjdziesz na boisko? Możemy grać w w chowanego albo w piłkę – zasugerował: Mikołaj.

– Nie, nie możemy – westchnął chłopiec.

– Dlaczego? – zdziwił się Mikołaj.

– Mama mówi, że wszędzie jest zło – Po tych słowach Janekpoczuł się nieswojo, złapał Kasię i pobiegli do pokoju.

Mikołaj powiedział mamie o rozmowie z „dziećmi z klatki”, jak nazywały je mamusie na placu zabaw. Uznały, że może ich matka jest jakąś sekciarką, skoro trzyma dzieci w izolacji. Czekały, aż ich matka wyjdzie z mieszkania do sklepu i podeszły do niej.

– Przepraszam, chcemy porozmawiać. Dlaczego trzymasz dzieci jak w areszcie? Napiszemy do opieki społecznej ze skargą. Dzieci muszą oddychać świeżym powietrzem. Straszysz ich jakimś złem, kiedy tutaj jest bezpiecznie. – powiedziała jedna z matek.

– Co to za straszna sprawa? Moje dzieci są ubrane, nakarmione i szczęśliwe. Plac zabaw znajduje się przy drodze, dziecko może wybiec, wpaść pod samochód i nastąpi wypadek. Huśtawka jest zardzewiała i ledwo działa. I w ogóle to nie Wasza sprawa. Uciekłam ze wsi z powodu wścibskich sąsiadów, którzy zrujnowali mi życie z mężem. Wkraczali w nasze życie ze swoimi opiniami i radami. Myślałam, że spokojnie będziemy mogli mieszkać w mieście, ale i tutaj nie jest lepiej. Nie mogę tak żyć.

Kobieta odwróciła się, zakrywając twarz, pobiegła do domu. Miesiąc później sprzedała mieszkanie i wyjechała z dziećmi w nieznanym kierunku.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 + siedem =

Marta uciekła ze wsi z powodu wścibskich sąsiadów sąsiadów, ale oni męczyli ją również w mieście.