Mamy tradycję nazywania noworodków imionami członków rodziny. Ale moja żona od razu uprzedziła mnie, że nie zamierza przestrzegać tych zasad. Zastanawiam się więc, z kim powinienem walczyć, z żoną czy z rodzicami?

W naszej rodzinie obowiązuje kilka zasad, które zostały ustalone przez dalekich przodków i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jedną z takich zasad jest to, że u nas nie ma rozwodów i rzeczywiście, nikt nigdy się nie rozwiódł. Nawet kiedy mój starszy brat myślał o rozwodzie z ukochaną, mama dała mu popalić i powiedziała, że nigdy nie będzie jej synem, jeśli zostawi żonę i dziecko.

Albo zasada, że każda nowa synowa lub zięć, musi przyjąć nasze nazwisko, żeby nasza linia rodzinna była kontynuowana i tym podobne rzeczy. Kiedyś tata powiedział nawet mojej siostrze, że jej przyszły mąż, powinien zostać zmuszony do przyjęcia naszego nazwiska. Byliśmy wtedy nastolatkami, mieliśmy około piętnastu lat, nie myśleliśmy w tym czasie o ślubach i weselach, ale bardzo zapamiętałem moralne nauki ojca.

Istniała też inna tradycja, polegająca na nadawaniu każdemu nowemu członkowi rodziny, imienia krewnego. Mój brat ma córkę o imieniu Anna, po babci, a moja siostra ma córkę o imieniu Alina, po drugiej babci, ma również syna Aleksandra po naszym ojcu. Przy takich zasadach nie ma żadnej różnorodności.

Chodzi jednak o to, że moja żona w ogóle nie rozumie i nie akceptuje moich zasad rodzinnych. Od początku mówiła mi, że jeśli coś jej się nie spodoba w małżeństwie ze mną, nie będzie tego tolerować, od razu się rozwiedzie. Stanowczo odmówiła przyjęcia mojego nazwiska. Nie podobało jej się to i nie chciała zajmować się papierkową robotą, więc zachowała swoje, a ja okłamałem rodziców.

Kiedy zaszła w ciążę, byłem pewien, że mamy w drodze nowego Aleksandra lub Tymoteusza, ale moja żona powiedziała, że chce dać synowi na imię Ireneusz. Wszystko byłoby dobrze, ale nigdy nie mieliśmy w rodzinie takiego imienia, a moi rodzice wypiliby ze mnie wszystkie soki, gdybym pozwolił mojej żonie złamać naszą tradycję. Ona jest typem osoby, która nie toleruje i nie dogaduje się z kimś, kto narzuca jej coś, czego ona nie chce.

Jest jeszcze czas, ponieważ to dopiero siódmy miesiąc ciąży i mam nadzieję, że zmieni zdanie, inaczej będę musiał spróbować zmienić poglądy rodziców. Nie wiem jednak, co jest mniejszym złem i z kim lepiej walczyć, z kobietą w ciąży czy z rodziną.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 5 =

Mamy tradycję nazywania noworodków imionami członków rodziny. Ale moja żona od razu uprzedziła mnie, że nie zamierza przestrzegać tych zasad. Zastanawiam się więc, z kim powinienem walczyć, z żoną czy z rodzicami?