Mam wrażenie, że kobiety w mojej rodzinie samotnością płacą za błędy z przeszłości. Czy możan być w takiej sytuacji jeszcze szczęśliwa?

Mam wrażenie, że kobiety w mojej rodzinie samotnością płacą za błędy z przeszłości. Czy możan być w takiej sytuacji jeszcze szczęśliwa

Mój mąż porzucił mnie, gdy miałam 56 lat. Oczywiście nie odszedł tak sobie, tylko do młodszej o ponad 20 lat kobiety. Obecnie mam 62 lata, czas minął, ale mnie wciąż boli to, co mi zrobił. Nie sądziłam, że po 30 latach małżeństwa zrobi mi coś takiego i będzie mu w stanie zawrócić jakaś młoda, długonooga blondynka. Myślałam, że jest między nami uczucie, które jest więcej warte niż jakiś romans z małolatą, ale myliłam się. Uważam też, że nie jestem winna temu, że mąż mnie opuścił. Całe życie o niego dbałam, starałam się dla niego zrobić wszystko, by był zadowolony. Nie byłam też jakoś bardzo zaniedbana, chociaż wiadomo, nie wyglądałam jak modelka.

Pierwsze 4 lata były dla bardzo trudne. Z zewnątrz łatwo było mi udawać, że wszystko jest w porządku, ale w środku mnie toczyła się wielka walka o to, aby się nie poddać, nie zrezygnować z dalszej walki o swoje życie. Cierpiałam ogromnie, czułam się skompromitowana i poniżona, a przede wszystkim niepotrzebna. Większość czasu płakałam, nie spałam nocami, nie miałam apetytu. Przez to wszystko w krótkim czasie schudłam 10 kg. Wcześniej ważyłam 60 kg, po schudnięciu 50 kg, a mam 170 cm wzrostu, więc to naprawdę mało. Czy to wszystko było warte tego, by się zadręczać i niszczyć? Oczywiście, że nie, ale i tak nie potrafiłam przestać tego robić. Dopiero czas uleczył rany.

Mam poczucie winy wobec rodziców, ponieważ nie osiągnęłam niczego w życiu. Czasami myślę sobie, że byłoby lepiej, gdybym umarła

Moja córka też jest sama – nie ma męża i dzieci. Najwyraźniej obie płacimy za jakieś swoje błędy samotnością, czyli najwyższą cenę. Ją facet też zdradził i odszedł do innej kobiety, też przeżywała bardzo rozstanie z nim. Mając takie doświadczenie nie chce znać ojca po tym, co mi zrobił. Dobrze rozumie, co to znaczy być porzuconą i zranioną.

Minęło już 6 lat od rozwodu. Pracuję i próbuję jakoś żyć. Córka nie mieszka razem ze mną, spotykamy się tylko od czasu do czasu. Jeżdżę na nartach, chodzę na siłownię, jeżdżę na wycieczki. Tak, nie sądzę, że jeszcze ułożę sobie życie, ale tak żyje wiele kobiet. Trzeba się jednak cieszyć tym, co się ma i pomyśleć w końcu o sobie, bo o nas nikt nie pomyśli.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × pięć =

Mam wrażenie, że kobiety w mojej rodzinie samotnością płacą za błędy z przeszłości. Czy możan być w takiej sytuacji jeszcze szczęśliwa?