Mój ojciec był strasznym tyranem. Poniżał i obrażał moją matkę, mojego brata i mnie. Dużo pił i nie angażował się w nasze wychowanie. Wszyscy bardzo się go wtedy baliśmy. Ojciec często wyrzucał mnie z domu i to za nic – ot, miał taki kaprys. Robił to, a ja nieraz spędzałam noce na klatce schodowej.
Takie właśnie było moje dzieciństwo – wieczny strach, o siebie, o mamę i o brata. Marzyłam tylko o tym, żeby dorosnąć, wyprowadzić się z domu i zabrać mamę oraz brata ze sobą. Czas mijał, a ja wyjechałam na studia do innego miasta. Mój ojciec trochę się uspokoił, ja też nie musiałam już się aż tak bardzo bać. Ojciec nie pił i nie bił matki, ale poniżał ją i znęcał się nad nią psychicznie. W żaden sposób nie pomógł ani mnie, ani mojemu bratu w wejściu w dorosłość.
W końcu ja miałam założyć rodzinę. Wyglądało na to, że znalazłam dobrego człowieka na męża. Najważniejsze było dla mnie to, że był katolikiem mocno wierzącym w Boga. W dodatku pochodził z wielodzietnej, ale bardzo kochającej się rodziny, przez co myślałam, że potrafi zająć się nie tylko sobą, ale i innymi. Wzięłam więc ślub, ale małżeństwo z Nikodemem nie wyglądało tak, jak to sobie wyobrażałam. Po ślubie on się zmienił i obrzucał mnie ciągle wyrzutami, obelgami, ciągle mi coś zarzucał.
Kiedy zaszłam w ciążę i urodziłam synka, poszłam na urlop macierzyński. Myślałam, że kiedy na świecie pojawi się dziecko, wszystko się ułoży i będzie dobrze. Rok po urodzeniu Adrianka dowiedziałam się, że mój mąż zdradzał mnie od samego początku małżeństwa i nadal ma ze swoją kochanką kontakt. Prosił mnie o przebaczenie, a ja przebaczyłam, bo nie chciałam rozwalać naszej rodziny.
Wcale jednak po tym się nie zmienił, a w zasadzie zmienił, ale na gorsze – rzucił pracę, ciągle się gdzieś włóczy, a mi nie pomaga nawet przy dziecku. Zaczął mnie za to bić, a poniżanie to już chleb powszechny. Kiedy odwiedza nas jego rodzina, udaje cudownego ojca i męża, ale kiedy tylko zamykają się za nimi drzwi, on pokazuje mi swoją prawdziwą twarz. Kiedy zapytałam go o to, dlaczego to robi, odpowiedział: „bo musisz być mi całkowicie posłuszna, a inaczej Cię tego nauczę. Dopóki nie będziesz chodzić jak w zegarku, to się nie skończy”.
Jestem tak zmęczona tym nastawieniem, że codziennie mam ataki paniki. Nie mogę iść do pracy, bo dziecko jest jeszcze małe, a do rodziców nie wrócę, bo tam jest tak samo, jak mam przy mężu. Bardzo chcę wierzyć, że syn, wychowując się w takiej atmosferze będzie inny, ale nie wiem, czy to w ogóle możliwe.



