Mam gorzką świadomość, że kobiece szczęście mnie ominęło

Nie miałam w życiu zbyt wiele szczęścia. Zawsze zazdroszczę tym, którym wszystko przychodzi łatwo i prosto, jak za jednym pstryknięciem palca. Walę czołem o ściany, żeby zdobyć najbardziej podstawowe rzeczy. Mówi się, że ludzie tacy jak ja, mają „szczęście jak tonący”.

Pamiętam, jak na studiach moje koleżanki musiały odpowiedzieć tylko kilka razy, żeby dostać piątkę. Wykonałam wszystkie zadania i według nauczyciela, „wypadłam słabo”, otrzymując trójkę.
Chłopcy nie zwracali na mnie uwagi, natomiast inne dziewczyny były otoczone adoratorami. Kasia wyszła z domu w powyciąganych dresach, z brzydkim kokiem na głowie i jakimś cudem poznała Sebastiana, który był niemal marzeniem wszystkich dziewczyn w internacie.

Codziennie robiłam sobie włosy i elegancki makijaż, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie wiadomo, w czym byłam gorsza.

Czas mijał, a ja pozostawałam samotna i nieszczęśliwa. W pracy przydzielano mi najtrudniejsze i niewdzięczne zadania, których nikt nie chciał wykonywać.

Moja mama ciągle powtarza, że najwyższy czas, żebym założyła rodzinę, a ja nigdy nie byłam w poważnym związku. To było tak, jakby ktoś rzucił na mnie klątwę.

Moi przyjaciele widzieli, że jestem nieszczęśliwa i próbowali przedstawić mnie swoim samotnym znajomym. Kilka razy umówiłam się nawet z jednym chłopakiem, ale nie przypadł mi on do gustu.

Następnym razem, poszła na randkę z wielką nadzieją, że wreszcie się uda. Dobrze się ubrałam i użyłam dobrych perfum. Na spotkanie przyszedł nieogolony facet, wesoło mnie informując:

– Czy możesz w to uwierzyć, dopiero co sprzątaliśmy na uczelni, a ja nawet nie miałam czasu się przebrać i wziąć prysznic.

Świetnie – pomyślałam sobie. W tym momencie zrobiło mi się naprawdę żal moich wysiłków.

Poszliśmy na długi spacer po mieście i wtedy Sławek zauważył zielonego robaka na moich plecach. Nie miał innego wyjścia, jak tylko rozsmarować owada na moim jasnym swetrze. Po tym pozytywnym wydarzeniu, rozstaliśmy się.

Potem spotkałam innego, był to człowiek leniwy, wędrujący z jednego miejsca pracy do drugiego. Witek był gadatliwy, prawił mi komplementy, mówił o miłości. Po raz pierwszy poczułam się choć trochę kochana i chciana.

Od razu powiedział, że nie ma pieniędzy na wesele, a ja głupia, odpowiedziałam, że to nie ma znaczenia. Zaczęliśmy mieszkać razem, a potem urodziłam dziecko, co tylko zrujnowało nasz i tak już kruchy związek.

Ojciec dziecka, nie udzielał nam żadnej pomocy. Witek znikał bez końca, udając, że szuka innej pracy. Nie był zbyt przydatny, po prostu jadł ogromne porcje jedzenia i domagał się niekończącej się intymności. Byłam tak zmęczona, że nic mi się nie chciało.

Pewnego dnia, po prostu nie wrócił do domu, ale wiedziałam, że nic mu nie jest, został u swojej matki i nawet mi się nie wytłumaczył.

To, że mi to zrobił, było bardzo bolesne, do tego nie myślał się ze mną ożenić, a ja tak bardzo bałam się go stracić, że nie nalegałam. Wszystkie moje koleżanki i koledzy z klasy chwalą się na Instagramie zdjęciami swoich szczęśliwych rodzin.

Patrzę na innych i uświadamiam sobie, że zostałam pozostawiona na marginesie życia. Nie ma białej sukni, nie ma przyjęcia, nie ma właściwych zalotów, nic. Wypłakałam wszystkie swoje łzy, już chyba nie mam ani jednej. Jeśli nikt nie zwracał na mnie uwagi bez dziecka, to nikt nie zwróciłby na mnie uwagi z dzieckiem. Ale na początku była we mnie jeszcze nadzieja.

Tak bardzo chciałam poczuć się jak kobieta, żeby ktoś mnie podrywał, podniecał, obsypywał kwiatami, zabierał do restauracji. Poznałam więc mężczyznę, który był ode mnie starszy o osiemnaście lat.

Tomasz był rozwiedziony i płacił wysokie alimenty na rzecz swojej nastoletniej córki. Kupował bukiety za grosze od babć i zabierał mnie na pizzę.

Uważam, że w tym wieku mężczyzna, powinien być albo przystojny, albo świetnie wyglądać. Przede mną stał otyły i niski facet, bez szczególnych cech, ale z wysoką samooceną. To mi nie odpowiadało.

Miałam też mężczyznę, z którym się przyjaźniłam i korespondowałam, ponieważ mieszkał w innym mieście. Było wesoło, wysyłał mi jakieś śmieszne obrazki, żartował. Często skarżyłam mu się na ojca mojego dziecka, a on cierpliwie słuchał.

Pewnego dnia przyjechał do mojego miasta i zaprosił mnie na spacer, zostawiłam dziecko u koleżanki. Gdy wróciliśmy do mojego mieszkania, złożył na moim policzku dyskretny pocałunek. Na drugi dzień poszliśmy do parku, ale tym razem, Romek próbował pocałować mnie inaczej, przyciskając mnie do pnia drzewa. Nie rozumiałam tego, bo traktowałam go jak przyjaciela i nie byłam gotowa, by mu odpowiedzieć. W drodze do domu, nie chcąc podtrzymywać rozmowy, wymamrotał zirytowany:

– Widzę, że nie chcesz się przytulać i całować?

Musiałam się zdecydować i zapytałam go wprost, jak on widzi nasz związek? Okazało się, że chciał spędzić miło czas bez stresu, bo przecież nie mam nikogo innego, więc nie miałam powodu mu odmawiać. Chciał się chwilowo rozerwać, bez zobowiązań, a potem wrócić do swojego życia.

– Nie jestem zwolennikiem tego typu związków – odpowiedziałam.

Mam gorzką świadomość, że kobiece szczęście mnie ominęło. Wszyscy moi byli partnerzy, prawdopodobnie uznali, że nie warto się wysilać, aby mnie zdobyć. Myślałam, że to przeze mnie, schudłam, zrobiłam więcej makijażu i inaczej się ubierałam. Wtedy zrozumiałam, że muszę przede wszystkim popracować głową, żeby odróżnić dobrego człowieka od poszukiwacza łatwych zdobyczy.

Być może byłam skazana na samotność, bo nie potrzebowałam niegodnych mężczyzn, a nie spotykałam dobrych. Może nie ma już takich, kto wie?

Jedno wiem na pewno, zaczynam żyć dla siebie, nie zważając na opinie innych, nie oglądając się na nikogo. W końcu 38% ludzi na świecie, nie jest stworzonych do związków, więc to dotyczy także mnie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − sześć =

Mam gorzką świadomość, że kobiece szczęście mnie ominęło