W naszej firmie jest pewna kobieta, Natalia, którą znamy od dawna. Większość z nas niczym się od siebie nie różni, ale Natalia to zupełnie inna historia. Mamy dużą, pięcioosobową grupę, a kiedy przychodzimy z rodzinami, to jest ich jak armia!
Przez większość czasu spotykamy się oddzielnie od naszych rodzin, ale w święta spotykamy się jako grupa. Nikt nie ma żadnych pytań dotyczących płacenia za rachunek w restauracji. Każdy płaci za siebie, oprócz Natalii, a dodatkowo proponuje poczęstunek zaproszonym osobom, tym własnie wyróżnia się z tłumu.
Jest niesamowitą osobą w złym tego słowa znaczeniu! Za każdym razem udaje jej się „wykiwać” kogoś, kto zapłaci za jej zamówienie. Namówiła mnie, potem Szymona, potem Laurę, powołując się na trudne czasy.
Zawsze Natalia stara się jakoś oszukiwać. Przychodzi bez torby i zaczyna grać na zwłokę, potem ciągnie za sobą dwunastoletniego syna, kiedy wszyscy zgadzają się, żeby przyjść bez dzieci. Oczywiście, ktoś to robi i kupuje dziecku deser lub dodatkowy posiłek.
Z jakiegoś powodu Natalia wybrała mnie na najbliższego przyjaciela w naszej firmie. Często słucham jej porad ekonomicznych, jak wyłącza światło po godzinie 20.00 lub nawiązuje kontakt wzrokowy z mężczyznami w supermarkecie, aby skłonić ich do zapłacenia za zakupy. A najgorsze jest to, że jest dobra w żebraniu o pieniądze! Pewnego dnia zapytałem:
– Natalia, powiedz mi, czy nie wstydzisz się zapytać? Co czujesz, gdy to robisz?
– Głęboka satysfakcja! Za mnie się płaci, więc jestem tego warta – mruknęła z dumą.
Pewnego dnia po raz kolejny zebraliśmy się w restauracji, aby uczcić mianowanie Dominiki na stanowisko zastępcy dyrektora. Po pogratulowaniu awansu, Natalia uroczyście oznajmiła:
– I ja też mam powód do świętowania! Kupiłam samochód!
Wszyscy wymieniliśmy zdziwione spojrzenia. Nie może więc płacić swoich rachunków z powodu ciężkich czasów, ale jakoś znalazła pieniądze na kupno drogiego samochodu?
Podczas gdy Natalia, jak małpka, skakała wokół swojej nowej zabawki, my polubownie poprosiliśmy o rachunek. Każdy płacił tylko za siebie, a rachunek kobiety pozostał niezapłacony. Kiedy się obudziła, natychmiast zadzwoniła do mnie z krzykiem:
– Dlaczego uciekłeś tak szybko i beze mnie? Przyjaciele tak nie postępują!
– Tak, Natalia, przyjaciele tego nie robią – odpowiedziałem.
Od tamtej pory, nie zapraszamy jej na przyjęcia, ani nawet na cotygodniowe spotkania. Mimo że minął miesiąc, moja przyjaciółka nie podjęła nawet próby wytłumaczenia się. Najwyraźniej, gdy przestaliśmy za nią płacić, po prostu nie była potrzebna. Cóż, niektórzy ludzie tacy właśnie są.
Ja i moi pozostali przyjaciele, nadal żyjemy w dobrych stosunkach, ale nie tolerujemy pasożytów w naszym towarzystwie. Gdyby rozumiała, że nie można wykorzystywać ludzi… Ale nie sądzę.



