Koleżanki w szkole niszczą mi żyje, chociaż nic złego im nie zrobiłam

Koleżanki w szkole niszczą mi żyje, chociaż nic złego im nie zrobiłam

Rodzice przenieśli mnie w zeszłym roku do nowej szkoły, ponieważ w starej uwziął się na mnie dyrektor, który jednocześnie był nauczycielem matematyki. Wydawało się, że nie zdam do następnej klasy, więc nie było wyjścia.

Przenieśli mnie do szkoły znajdującej się daleko od domu i muszę codziennie wstawać godzinę wcześniej niż przedtem, aby się do niej nie spóźnić. Skończyłam drugą klasę liceum i w tym piekle uczę się już rok. O jakim piekle myślę, zaraz opowiem.

Na początku wszystko było w porządku. Latem, w wakacje, zadzwoniono do mnie z nowej szkoły i powiedziano, że uczniowie są zobowiązani do pomocy w remoncie budynku. Uznałam, że to dobra okazja, aby poznać kolegów i koleżanki z klasy oraz mojego nowego wychowawcę przed rozpoczęciem lekcji. Jednak okazało się, że tylko ja i jakaś dziewczyna przyszliśmy pomóc w remoncie. Zaprzyjaźniłam się z nią, była naprawdę sympatyczna, ma na imię Justyna. Pomalowałyśmy razem podłogę, stojaki, parapety, stary sufit. Podobała mi się ta szkoła, była mała, ale czysta.

Przez bezduszność urzędników samotna matka czworga dzieci ledwo wiąże koniec z końcem

Kiedy zaczęły się lekcje we wrześniu zdałam sobie sprawę, że nie wszyscy są dla mnie życzliwi tak jak Justyna. Dokładniej chodzi o to, że lubi mnie tylko ona i chłopaki, a dziewczyny odnoszą się do mnie bardzo źle. Chyba są zazdrosne i z tego powodu zrobiły mi piekło w szkole, które trwa już rok. Nie odzywają się do mnie ani słowem, ukrywają moje rzeczy, kradną mi pieniądze z portfela, ale także nastawiają innych uczniów przeciwko mnie, nawet tych z innych klas. Przecież nic złego nikomu nie zrobiłam! Wypłakałam się i postanowiłam zająć się nauką, uznałam, że postaram się na nich nie zwracać uwagi, ale trudno w takiej atmosferze nienawiści i wrogości skupić się na samym uczeniu się. Mimo wszystko zaczęłam się dobrze uczyć i wtedy było jeszcze gorzej – znów stałam się wrogiem numer jeden i uznano, że próbuję gwiazdorzyć i pokazać, że jestem lepsza od innych. To błędne koło wciąż trwa. W wakacje zamiast odpoczywać płakałam, że będę musiała wrócić do tej koszmarnej szkoły, a przecież w tym roku maturai  nie powinnam się rozpraszać tym, jak źle traktuje mnie otoczenie. Rodzicom nic nie mówię – nie chcę, żeby się martwili, bo i tak mieli trudności z poprzednim przeniesieniem mnie do innej szkoły.

Mam nadzieję, że uda mi się jakoś przetrwać te ostatni rok.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × dwa =

Koleżanki w szkole niszczą mi żyje, chociaż nic złego im nie zrobiłam