Nigdy nie planowałam mieć wielodzietnej rodziny, a jednak do tego doszło. Byłam w małżeństwie 6 lat. Jeszcze przed ślubem pracowałam jako księgowa. Teraz też pracuję w zawodzie, jednak tylko na pół etatu, bo nie mam po prostu innej możliwości.
Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że nasze państwo wcale nie ma na celu pomagać swoim obywatelom, a to wszystko odkryłam w momencie, gdy sama musiałam zetknąć się z ogromem problemów. Walczyłam z biurokratyczną obojętnością wobec mojej osoby, mimo że i tak byłam już w bardzo trudnej sytuacji.
Wracając do moje ślubu, wyszłam za mąż w wieku 26 lat za mężczyznę, który miał już dwoje dzieci. Krótko potem zaszłam w ciążę i urodziłam bliźnięta. Tym sposobem w naszej rodzinie było już czworo dzieci.
Rok temu mąż zmarł na raka. Wykryto u niego guzek w drogach oddechowych, ale niestety było już za późno, ponieważ pojawiły się przerzuty. Zostałam sama z dziećmi.
Nie chcę oddawać dzieci męża pod opiekę jego byłej żonie, bo ona ich nie chce, nigdy nie chciała, więc wiem, że będzie im tam po prostu źle. Ona od lat już nie interesowała się swoimi dziećmi, nie odwiedzała ich, ani nawet do nich nie dzwoniła. Zachowywała się tak, jakby nie miała dzieci. Nie mogę ich też oddać do domu dziecka, bo miałabym chyba do końca życia z tego powodu wyrzuty sumienia. Z tego powodu więc tak właśnie żyjemy. Jest nam ciężko.
Od kiedy jestem sama z dziećmi, brakuje mi na wszystko pieniędzy. Rozpoczęłam więc walkę z państwem i robię wszystko, aby dostać, chociaż jakiś zasiłek, jakieś dofinansowanie. Tym bardziej że najmłodsze dzieci zaczęły chorować. Być może okaże się, że to jakaś choroba przewlekła, więc pieniądze będą potrzebne, chociaż i tak już idą na leki i badania. Jestem bardzo wdzięczna byłemu pracodawcy, który sam do mnie zadzwonił i zaproponował pracę na pół etatu, bo inaczej nie wiem, jak bym sobie poradziła. Czasami przychodzę do pracy, ale prawie wszystko robię w domu, gdy dzieci idą spać.
Nie wiem, jak to jest, że alkoholicy i rodziny, gdzie jest obecny patologia i przemoc nie mają problemu z tym, aby otrzymać pomoc socjalną, a ja muszę płaszczyć się przed urzędnikami, co i tak koniec końców nie daje żadnego efektu.
Napisałam to nie po to, aby ktoś mnie żałował, współczuł mi… Chciałam się po prostu wyżalić.




