Pewnego dnia poszłam do domu mojej przyjaciółki, a ona powiedziała:
– Kasia, czy chcesz zobaczyć coś, co Cię rozśmieszy?
Uśmiechnęłam się, a moja przyjaciółka wyjęła telefon i zaczęła puszczać jakiś filmik. Spojrzałam na ekran telefonu. Na nagraniu widać było, jak jakaś kobieta chodzi po ogrodzie warzywnym i robi zdjęcia warzywom i krzewom. Następnie nagrywała filmik telefonem na przednią kamerę, opowiadając coś, animując przy tym pokazywanie rękami i kontrolując mimikę twarzy.
Na początku byłam zdziwiona i zapytałam koleżankę.
– Alicja, co to wszystko znaczy?
Moja przyjaciółka roześmiała się i powiedziała:
– Kobieta na filmie to moja sąsiadka. Wyobraź sobie, że kiedy nie było mnie w domu, włamała się do mojego ogrodu. Widzę, że nie mogę opuszczać domku, a kiedy wyjeżdżam, muszę to kontrolować. A jeśli wejdą tam złodzieje lub coś innego? Skradziono mi nawet grabie i łopatę. Dlatego przed wyjściem zainstalowałam kamerę o doskonałym kącie widzenia. Aparat jest mały i niedrogi. Instalacja trwała mniej niż godzinę.
Kamera została umieszczona pod dachem letniej kuchni. Zapewnia on doskonały widok na ogród i warzywniak. To, co naprawdę podoba mi się w tym modelu, to możliwość oglądania obrazu na żywo. Zawsze wiesz, co w danej chwili dzieje się w domu.
Kilka dni po instalacji, Alicja postanowiła sprawdzić, co zarejestrowała kamera. Na początku widziała tylko ptaki i motyle latające na ekranie, ale potem zaczął się prawdziwy cyrk.
Podczas nieobecności mojej przyjaciółki, sąsiadka regularnie odwiedzała ją w ogrodzie. Przychodziła zarówno w dzień, jak i wieczorem. Kobieta zachowywała się w cudzej chacie dość pewnie, jak prawdziwa gospodyni.
Jednak nie to jest najśmieszniejsze. Sąsiadka nie tylko kręciła się po ogrodzie warzywnym, ale robiła zdjęcia i filmowała uprawy mojej przyjaciółki. Zbliżała telefon do ogórków, rzodkiewek, robiła im zbliżenia, jednocześnie coś opowiadając. Nie było dźwięku, więc nie można było usłyszeć, co ta bezczelna sąsiadka mówiła na nagraniu. Warto zaznaczyć, że nie burzyła niczego, a jedynie robiła zdjęcia i nagrywała filmy.
Okazuje się, że sąsiadka Alicji jest blogerką. Ma własny ogród i grupę ogrodniczą w mediach społecznościowych. W tym roku miała słabe zbiory, więc znalazła wyjście z sytuacji. Treść trzeba stworzyć, a ponieważ nie ma się czym pochwalić, może pójść do sąsiadki na działkę. Prawdopodobnie obawiała się utraty subskrybentów i zdecydowała się na tak dziwny krok.
Długo pamiętałam tę historię i śmiałam się. Blogerzy to ludzie kreatywni, ale wchodzenie na cudzy teren w imię oglądalności to już przesada. Uważam, że trzeba mieć głowę na karku, bo czynu nie można nazwać adekwatnym. Ja też jestem blogerką, ale nigdy bym tego nie zrobiła.



