Pod koniec lat 90 byłam po trzydziestce. Młoda dziewczyna została zatrudniona w naszym biurze podróży. Od razu mi się to nie spodobało, było w niej coś odpychającego. Opowiedziała nam o swoim byłym małżeństwie i o tym, że jej mąż był niepoważnym człowiekiem. Jednocześnie Olga często powtarzała, że wszyscy mężczyźni są frajerami, a frajerów trzeba uczyć. Wtedy pomyślałam, po co wychodziła za mąż, skoro tak myśli? Z takim nastawieniem, nie można daleko zajść.
W tym czasie popularne były wyjazdy handlowe za granicę. Nasze biurka znajdowały się obok siebie, więc postanowiłam ją o to zapytać, bo była już kilka razy, dobrze zarobiła i miała doświadczenie. Powiedziała, że może zabrać mojego męża i wszystko mu pokazać. Byłam wtedy w trzecim miesiącu ciąży. Od dawna chcieliśmy mieć dziecko, przez około sześć lat nic się nie działo, a teraz spotkało nas szczęście. Marek załadował torby towarem i ruszył z Olgą za granicę, aby zarobić. Był jedyną nadzieją, zbieraliśmy na remont mieszkania.
Bardzo się wtedy ucieszyłam, że moja koleżanka zabrała ze sobą mojego męża. Miała go nauczyć, gdzie iść, jak sprzedawać i za ile. Z niecierpliwością czekałam na niego w domu i fantazjowałam o tym, jak urządzimy pokój dziecka. Zastanawiałam się też, jak mogłam tak bardzo źle ją ocenić. Oczywiście, nie od razu ją polubiłam, ale okazała się normalną dziewczyną. Później dowiedziałam się nagle, że Marek się do niej wprowadza. Żeby nie było mi źle, obiecali mi pomoc finansową. Nie na darmo mój wewnętrzny głos mówił mi, że ta kobieta jest wredna. Przeszłam sama okres ciąży, urodziłam córeczkę. Mój mąż przyszedł do nas na umówioną wizytę do szpitala i powiedział, że chce do nas wrócić.
Wybaczyłam mu i się zgodziłam. Kiedy zakończyłam urlop macierzyński, nie było jej już z nami w biurze. Potem urodził nam się chłopiec, mąż był wniebowzięty.
Moja córka niedawno skończyła dwadzieścia lat i przyprowadziła do naszego domu mężczyznę po pięćdziesiątce. Jest on jej nauczycielem na uczelni i jest w niej zakochany. Oczywiście ja i mąż nie byliśmy tym zachwyceni, ale nie mogliśmy go wyprosić z domu. Do tego okazało się, że nasza córka zabrała go od rodziny, jego żona była zdradzana. Kiedy dowiedziałam się, kim ona jest, byłam w szoku, nie mogłam w to uwierzyć. To moja koleżanka z pracy, która uwiodła mi męża. Życie jest jednak sprawiedliwe, to co mnie zrobiła, wróciło do niej jak bumerang. Jednak teraz naprawdę martwię się o moją córkę.


