Koledzy i koleżanki skrytykowali mój sposób na spędzenie świąt mimo, że nikt ich nie prosił o zdanie

Koledzy i koleżanki skrytykowali mój sposób na spędzenie świąt mimo, że nikt ich nie prosił o zdanie

Chciałabym opowiedzieć Wam pewną historię z mojej pracy. To było przed świętami Boożego Narodzenia. Szefa akurat nie było tego dnia w pracy i pod koniec dnia wraz z innymi współpracownikami usiedliśmy przy stole w kuchni, by razem napić się kawy. Wszyscy opowiadali, co będą robić w święta.

Zosia miała jechać z mężem na wieś. Maciek miał zabrać żonę i dzieci do Krakowa bo obiecał, że zabierze je na zakupy do wielkiego centrum handlowego. Zastanawiałam się, jak z taką średnią pensją jaką on dostaje mógł zadowolić zakupami jego dwie nastoletnie córki i wiecznie niezadowoloną żonę. 

Natalia miała zamiar położyć się w piżamie na kanapie przed telewizorem i nie ruszać się do pierwszego dnia pracy po Nowym Roku. Chciała po prostu nic nie robić, nawet nie planowała niczego gotować, tylko kupić wcześniej gotowe dania. 

Sylwia z kolei planowała z mężem pojechać do chatki w górach i tam, z dala od dzieci, które zostawiono u babci, mieli zajmować się sobą w spokoju. Chociaż nie za bardzo w to wierzę, znając jej naturę.

Mój brat przegrał w kasynach wszystko i teraz przez niego razem z mamą wylądują na ulicy

Ja powiedziałam koleżankom o swoich planach, które były dosyć duże pod względem tego, jak będziemy spędzać te święta. Mieliśmy gościć u siebie całą rodzinę w mieszkaniu, ale problem w tym, że nasz dom ma tylko dwa piętra i obawialiśmy się, że nie pomieścimy wszystkich. W drugi dzień świąt mieliśmy też zaprosić do nas szefa Sebastiana z żoną, bo ona ma do niego słabość. Nie mam nic przeciwko temu, aby do nas wpadli, ponieważ – dzięki jej przychylności wobec mojego męża – szef już trzykrotnie podniósł mu pensję i musimy jakoś się odwdzięczyć. Mieliśmy też w planach zaprosić mojego kolegę z czasów studenckich wraz z jego żoną.

Trzeba było też zaprosić także moją siostrę Zuzkę wraz z jej nowym partnerem – bardzo przystojnym i młodym mężczyzną, rzekomo instruktorem jogi. Moje dwie córki zapowiedziały, że przyprowadzą swoich chłopaków, a chłopak starszej chciał przyprowadzić także swojego kuzyna, ponieważ mieszkają razem na stancji i nie chciał, by chłopak był tego dnia sam.

Z kolei chłopak młodszej córki ma ogromnego psa i nigdzie bez niego nie chodzi, dlatego wiedziałam, że będziemy mieć na głowie także psa. 

W tym momencie zegar ścienny w biurze wybił 17 i wszyscy wstali, żeby iść do domu. Zrobili to w totalnej ciszy, no prawie, bo jedna z koleżanek powiedziała: „co za walnięta rodzinka – po co komu tyle ludzi na święta?”. Reszta w milczeniu skinęła głową na znak zgody z nią. Nie wiem, czy zazdroszczą, czy o co chodzi, ale to bardzo chamskie zachowanie. Ja nie oceniałam tego, co będą robić i z kim, a oni musieli pokazać, że mną gardzą i to nawet nie wiem dlaczego. Czy to jest normalne? 

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + dwa =

Koledzy i koleżanki skrytykowali mój sposób na spędzenie świąt mimo, że nikt ich nie prosił o zdanie