Słuchaj, muszę ci opowiedzieć, co mi się ostatnio przydarzyło, a właściwie, co przeżyła moja dobra znajoma Milena. No historia jak z jakiegoś serialu, tylko że nie z telewizora, a z prawdziwego życia i tu, w Warszawie! Wczoraj się jej przygoda zakończyła, więc jestem świeżo po całym tym emocjonalnym rollercoasterze.
Wyobraź sobie, Milena siedzi w samochodzie obok Placu Grzybowskiego, patrzy na GPS, bo wie, że już jest pod właściwym adresem. Tylko zebrać się w sobie i zrobić to, co sobie zaplanowała. Wzięła głęboki oddech, wysiadła z auta i ruszyła jakieś pięćdziesiąt metrów do wejścia do kawiarni. Nad drzwiami szyld Kawałek Nieba. Prychnęła w duchu Nieba, no jasne… Dla kogoś może tak. Zaraz miała wejść do środka i spotkać TĘ osobę kochankę własnego męża, rozłam serca i rodziny.
Co ona o tej dziewczynie w ogóle wiedziała? Prawie nic, tylko pseudonim Koteczka tak do niej mówił mąż, choć Milenie to raczej przypominało tanie czułości. Pracowała tu jako kelnerka w tej kawiarni. Milena usiadła przy stoliku przy oknie i czekała, aż ktoś podejdzie z kartą. No i idzie. To ta! Rozpoznała ją od razu, bo widziała kiedyś zdjęcie na telefonie męża. Zbliża się, a Milenie czas stanął w miejscu. Myśli jej świstały jak szalone, jakby mogła zapełnić nimi całą półkę w bibliotece.
Dzień dobry! przywitała się dziewczyna, a Milena zerkła na plakietkę.
Na plakietce stało Kasia. Tak się nazywa ta cała Koteczka. Ale mąż kreatywny, szkoda gadać… Tymczasem Kasia, nieświadoma, co się dzieje w głowie Mileny, mówi dalej:
Przynieść kartę? A jak będzie pani gotowa, proszę zawołać.
Milena pięknie się do niej uśmiechnęła, ale w środku patrzyła na nią, jakby badała ją szkiełkiem i okiem. Jak to się w ogóle stało, że ona tu siedzi twarzą w twarz z kochanką własnego faceta? Długa historia, ale słuchaj…
Milena z Sebastianem są małżeństwem już od dziesięciu lat. Wydawało się jej, że szczęśliwi. Mają córkę, Zuzię, osiem lat. Sebastian to klasyczny tatuś córeczki, rozpieszczał małą na potęgę. Na Mileny pytania po co dwudziesta lalka, on zawsze udawał, że nie rozumie problemu. Zuzia przepada za ojcem, Milenie czasem się wydawało, że nawet za bardzo ale nie była zazdrosna. Milena, zresztą, z zawodu psycholożka, pracuje jako psychoterapeutka, więc wie, jak ważna jest więź z ojcem. W ich rodzinie nie było żadnych większych dram, ot, zwykła, przeciętna rodzina: M3 na kredyt, samochód, mały domek letniskowy nad Zalewem Zegrzyńskim.
I nagle jak grom z jasnego nieba KOCHANKA!
Milena dowiedziała się przez przypadek. Sebastian był w łazience, telefon zaczął dzwonić. Zawołał ją:
To pewnie mój tata dzwoni, miał dziś zadzwonić! Odbierz, bo ja nie dam rady!
Milena nigdy nie odbierała wcześniej połączeń do męża, no ale skoro sam ją poprosił… Sięga po telefon, patrzy, a tam nie ojciec, tylko Koteczka. I wyświetla jej się zdjęcie młoda dziewczyna z jej mężem w objęciach! Myślała, że się przewróci. Stała jak zamurowana. Nie zdążyła odebrać, bo wahała się zbyt długo. Gdy już odłożyła telefon, piknęła wiadomość: Sebciu, w przyszłym tygodniu mam zmianę 2 na 2 od poniedziałku. Wpadnij do Kawałka Nieba na koniec zmiany. Chcę Cię poczęstować moją kawką. Tęsknię, kocham! i jeszcze emotki.
Milena poczuła się jakby dotknęła żmii, nie telefonu. Wszystko tu przecież jasne! Zdjęcie, wiadomość, Koteczka w objęciach jej męża! Nawet nie dopytywała, od ilu miesięcy trwa ta historia. Dla Mileny to był prawdziwy szok i moment, gdy grunt zaczął się pod nią załamywać. Sebastian wyszedł z łazienki, coś tam pytał, ale Milena powiedziała, że nie zdążyła odebrać, bo nie wiedziała kto dzwoni. Wymówiła się bólem głowy i wyszła niby po leki.
Ale oczywiście nie poszła do żadnej apteki tylko na ławkę do parku na Poniatowskiego. Próbowała przeanalizować moment, kiedy w ich związku coś zaczęło się sypać, ale nie mogła znaleźć takiej chwili. Wiedziała jedno: udawanie, że nic się nie stało nie jest w jej stylu. Ale robić z tego dramat na całą rodzinę? Też nie. Zawsze była raczej za rozmową, wyjaśnianiem, decyzjami, a nie scenami.
Na początku chciała po prostu wyjaśnić z Sebastianem sprawę Koteczki. Ale przecież musiałaby tłumaczyć, czemu czytała jego wiadomości nie, musi wymyślić coś innego.
Wtedy przypomniała sobie, że za tydzień ma z Sebastianem rocznicę dziesięciolecie ślubu. Planowali z Zuzią iść razem do fajnej restauracji, na weekend miały wpaść rodzinki. Jak teraz świętować po takim ciosie? Przez cały wieczór chciało jej się płakać. Przyszło jej nawet do głowy spakować rzeczy męża i wystawić za drzwi. Niech idzie do tej swojej Koteczki, albo gdzie chce myślała. Ale zaraz pomyślała o Zuzi. Jak ona przeżyje takie rozstanie? Co z kredytem na mieszkanie? Co powiedzieć rodzicom? No i czy ona, Milena, wciąż kocha Sebastiana? Od tego wszystkiego naprawdę rozbolała ją głowa.
Wtem przypomniała sobie, że zna nazwę kawiarni, gdzie pracuje kochanka. Nawet zna jej grafik. I widziała jej twarz na zdjęciu! Może powinna tam pójść? Chociażby po to, żeby ją zobaczyć i przekonać się na własne oczy? Przez kolejne dni była wrakiem człowieka. Udawała przed Zuzią, że nic się nie dzieje, ale jak dziecko nie pozna, że mama jest rozbita? Sebastian też coś podejrzewał, a ona tłumaczyła się robotą, trudnym pacjentem w poradni, superwizją. Zuzia tuliła mamę, jakby chciała uleczyć ją przytulaniem, a Sebastian patrzył coraz podejrzliwiej
Aż w końcu Milena powiedziała sobie, że musi spojrzeć prawdzie w oczy. Musi pójść do tej kawiarni i w końcu zobaczyć Koteczkę.
***
Poproszę latte i jakiś deser zamówiła Milena. Co pani poleca?
Mamy dobry miodownik zaproponowała Kasia.
Okej, niech będzie.
Jak już to przyniosła, Milena prawie nie tknęła zamówienia. Kawa taka sobie, miodownik zwykły, jak wszędzie. Rano, trochę po jedenastej, kawiarnia pusta i o to jej chodziło, żeby mieć szansę porozmawiać z Kasią na spokojnie. Parę minut później Kasia wróciła i grzecznie zapytała:
Prawie nie ruszyła pani deseru. Nie smakuje? Mogę przynieść coś innego?
Nie, nie to nie deser. Po prostu nie mam apetytu, dużo myślę.
Przepraszam, nie będę przeszkadzać…
Ależ nie, pani Kasiu Milena uśmiechnęła się ciepło. Myślę po prostu, co teraz zrobić. Zjeść ten deser czy złożyć papiery rozwodowe. Co by pani wybrała?
Kasia wystraszyła się lekko. Pewnie pomyślała, że trafiła jej się wariatka.
Ja nigdy nie musiałam tak wybierać…
A jeśli by się zdarzyło? Wyobraźmy sobie, że odkrywa pani, że mąż zdradza.
Kasia zamilkła, patrzyła tylko na Milenę.
A długo pani tu pracuje?
Od roku odpowiedziała ostrożnie.
Studiuje pani? dopytuje Milena.
Tak ledwo co odpowiedziała.
A co konkretnie?
Na Uniwersytecie Kultury, specjalizacja artystyczna.
Milena zaczęła coś o empatii i odgrywaniu ról, ale Kasia tylko czuła się coraz bardziej niepewnie. W pewnej chwili Milena sama zdała sobie sprawę, że ten cały teatr nie ma sensu. Po co tu przyszła? Obejrzeć kochankę? Oblewać ją kawą? Wyszłaby z tego mądrzejsza? Raczej nie. Uśmiechnęła się krzywo, poprosiła o rachunek.
Kiedy Kasia wróciła z paragonem, Mileny już nie było. Zostawiła pieniądze nawet z napiwkiem, żeby nie było…
***
W tej kawiarni Milena podjęła decyzję świętują rocznicę z Sebastianem tak, jak było zaplanowane. Przecież Zuzia czekała na ten dzień, przygotowała laurkę. Przejdą przez ten wieczór, a potem Milena wszystko z Sebastianem wyjaśni.
I jest ten wielki dzień, w ich ulubionej restauracji przy Nowym Świecie. Miło, rodzinnie, choć Milena z trudem udaje dobry humor. Siedzą z Zuzią i Sebastianem, powoli kończą kolację, aż tu Sebastian puszcza oko do Zuzi i mówi:
No, przecież nie ma urodzin bez tortu!
Zuzia piszczy z radości:
Ja chcę największy kawałek!
Kelnerzy wnoszą tort i… Milena przeciera oczy. Osoba, która podaje tort, to nikt inny jak Kasia. We własnej osobie! Koteczka! Wszystko gotuje się w Milenie w środku. Sebastian serdecznie się do niej uśmiecha i mówi pewnym głosem:
Z okazji rocznicy, kochanie! Ten tort dla ciebie.
Zuzia zaraz została zawołana przez animatora do gry. Milena została przy stole z Sebastianem i Kasią.
Nie potrafiła wydusić słowa. W końcu Sebastian przejął temat:
Myślę, że już się znacie powiedział. Kasia grzecznie skinęła głową.
Widzisz, dla nas obu to próba. W naszej miłości nie boję się żadnych burz! Dziękuję, że jesteś pochylił się, chciał pocałować Milenę, ale się odsunęła.
O co tu chodzi? zapytała wreszcie.
Milenko, to był żart. Taki, no, specjalny. Wynająłem agencję od nietypowych atrakcji. Piszą dla każdego indywidualny scenariusz, zatrudniają aktorów. Dla nas moja zdrada. Ale pokazałaś klasę i taką cierpliwość, że tylko podziwiać. Mam szczęście, że mam taką żonę! próbował ją objąć, ale znów się odsunęła.
To znaczy, że nie masz kochanki?
Nie mam! Sebastian się roześmiał.
A Kasia jest aktorką?
Uczę się jeszcze odpowiedziała Kasia. Pracuję też dorywczo tutaj w kawiarni i w tej agencji. Powiem pani szczerze Mało która żona zachowała się z taką klasą jak pani. Jedna wylała mi kawę na głowę, druga mnie zwyzywała przy wszystkich. A pani spokojnie, z humorem, na końcu jeszcze napiwek!
Milena nie mogła uwierzyć. Z niedowierzaniem patrzyła to na Sebastiana, to na Kasię.
Serio ci się to wydawało zabawne? Na miejscu? Odpowiednie?! jej głos był już prawie krzykiem. Jak mogłeś mi to zrobić?!
Kasia natychmiast chciała się ulotnić, ale Milena gestem ją zatrzymała. Sebastian pierwszy raz w życiu widział, jak jego zawsze opanowana żona podnosi głos.
Wiesz ty może, jak ja przeżywałam każdy dzień przez ten idiotyczny żart?! I to przed naszą rocznicą?!
Wiesz, Milena zaczął Sebastian ty zawsze jesteś taka spokojna, bez emocji… Chciałem dodać trochę pieprzu do nas, ożywić, rozumiesz? Wiem, głupota, wybacz…
Milena prawie nie panowała nad sobą. W końcu złapała talerz z tortem i pac! Rozsmarowała krem po twarzy męża!
Masz, Sebastian, oto twoja przyprawa i cały deser na raz rzuciła i poszła w stronę wyjścia.
Sebastian próbował wytrzeć krem z twarzy, wyrzucał za nią:
Zwariowałaś?!
Nie, kochanie zawołała Milena mięciutkim głosem po prostu chciałam trochę ożywić nasz związek! i wyszła z restauracji.
Co ci odbiło?! krzyczał jeszcze Sebastian. Przecież nawet cię nie zdradziłem!
Milena zatrzymała się na chwilę, odwróciła i spojrzała mu prosto w oczy:
Lepiej byś zdradził!
Potem podeszła do Zuzi, wzięła ją za rękę i wyszły na zewnątrz. Na Krakowskim Przedmieściu złapał ich chłodny, wieczorny wiatr, a Milena nagle parsknęła śmiechem.
Mamusiu, co jest? Czemu się śmiejesz?
A, nic, Zuziu. Przypomniał mi się taki kawał…
Opowiesz?
Jasne, ale najpierw musimy poważnie pogadać. Wiesz, przez pewien czas będziemy mieszkać osobno od taty…
Na zawsze? zapytała Zuzia z przerażeniem.
Nie wiem, kochanie, czas pokaże. Idziesz ze mną?
Tak skinęła głową Zuzia.
I poszły razem przed siebie przez wieczorne miasto.
