Poszedłem na zakupy do sklepu. Kupiłem chleb, śmietanę, jajka, owoce i kilka innych rzeczy. Nie kupiłem zbyt wiele, ale w rezultacie miałem dwie pełne torby. Wyszedłem ze sklepu z torbą w każdej ręce, rozdzielając jedzenie tak, aby torby ważyły mniej więcej tyle samo i łatwiej było mi utrzymać równowagę.
Na ulicy był lód, a na wierzchu trochę śniegu, więc szedłem powoli i bardzo ostrożnie przechodziłem przez jezdnię.
Kobieta na przeciwko, szła szybkim krokiem w moją stronę. Byłem zaskoczony jej szybkością, musiała się nie bać, że się poślizgnie i upadnie. Zbliżając się do mnie, kobieta straciła równowagę, poślizgnęła się i machała rękami, desperacko próbując się ustabilizować. Kobieta nie mogła się wyprostować, ale nie miała zamiaru upaść, więc chwyciła się rękawa mojej kurtki i zawisła na nim.
Z zaskoczenia ja też zacząłem się ślizgać i zataczać. Krzyknąłem głośno do kobiety:
– Puszczaj mnie, będziemy leżeć razem na chodniku, rozerwiesz mi kurtkę.
Próbowałem zrzucić kobietę z mojego ramienia, ale ona nie chciała puścić. Logiczny wniosek był taki, że oboje byliśmy na lodzie, tylko ja byłem pod spodem, a kobieta na mnie.
Torby z artykułami spożywczymi wylądowały na ziemi. Otworzyło się opakowanie z kwaśną śmietaną, która zaczęła rozlewać się po chodniku, mieszając się z rozbitymi jajkami.
Oprzytomniawszy nieco, zrzuciłem z siebie kobietę i usiadłem niezręcznie na chodniku. Zamiast przeprosić, pani zaczęła mnie strofować:
– Czy tak trudno było mnie przytrzymać? Musiałeś być tak niezdarny, że powaliłeś mnie na ziemię i zniszczyłeś swoje jedzenie. Spójrz, cała kwaśna śmietana już rozlewa się po torebce.
Jej impertynencja sprawiła, że zamarłem. Szedłem spokojnie do domu, a ona przewróciła mnie na ziemię, rozdarła rękaw mojej kurtki i sprawiła, że poczułem się winny.



