Stanisław mieszkał wraz z żona Marią i synem Andrzejem. Mieli 3-pokojowe mieszkanie. Ich syn niedługo ożenił się i wynajęli sobie z żoną dwa pokoje z kuchnią, w starej kamienicy. Potem urodziły im się dwie córki.
Życie rodziców Andrzeja toczyło się bardzo spokojnie. Nadal by tak żyli, gdyby nie jeden fatalny dzień. Tego dnia Maria poszła kupić chleb i nie wróciła, na ulicy poczuła się źle, upadła. Ludzie omijali starszą kobietę. Leżała długo, aż podszedł młody człowiek, natychmiast wezwał pomoc. Pogotowie przyjechało szybko, ale było już za późno, aby uratować Marysię.
Gdyby ludzie reagowali od razu i wzywali pomoc w porę, uratowali by niejedno życie. Gdy Stanisław dowiedział się o śmierci żony, załamał się, jego smutek był ogromny. Dobrze wspominał swoją małżonkę, pamiętał wszystko, co dla niego zrobiła. Nigdy nie odmówiła mężowi pomocy, szczególnie że chorował i nie zawsze dobrze się czuł.
Po pogrzebie żony, Stanisław postanowił, że rodzina syna przeprowadzi się do niego. Mieszkanie było duże, było wystarczająco miejsca dla wszystkich, a on nie będzie żył sam. Na początku Andrzej mówił, że żona będzie przeciwna, ale kiedy się dowiedziała, zgodziła się bez zastanowienia.
Rzeczywiście, tak było lepiej, ojcu było znacznie raźniej i miał opiekę. Oni nie musieli płacić za wynajem mieszkania, za to płacili za czynsz u ojca, jemu nie pozwolili robić żadnych opłat. Teraz emerytury wystarczało mu nie tylko na leki, ale także stopniowo zaczął oszczędzać. Początkowo ojciec próbował pomóc żonie Andrzeja, która pracowała na zmiany. Starał się coś ugotować, aby mieli co zjeść, gdy wszyscy wrócą do domu. Dziewczynki ze szkoły przychodziły wcześniej, zjadły obiad i siadały w pokoju z dziadkiem, opowiadał im wiele ciekawych rzeczy. Następnie wykonywali wspólnie zadania domowe. Dziadek zawsze wiedział, co powiedzieć lub jak pomóc. Ogólnie rzecz biorąc, program w szkole nie był taki sam, jak wcześniej.
Tak żyli przez kilka lat. Od pewnego czasu żona Andrzeja zaczęła narzekać, że trudno jej opiekować się teściem. Mówiła, że jest stary i zaproponowała mężowi, że może oddałby ojca do domu starców. Bała się, że jak mu się jeszcze pogorszy, kto wtedy będzie się nim opiekował, w końcu ma wiele lat. Tę rozmowę usłyszał Stanisław. Poszedł do swojego pokoju i nie wychodził stamtąd przez kilka dni. Andrzej czuł się winny, krzyczał na żonę, że to wymyśliła. Nie pamiętała, w czyim mieszkaniu mieszka, żeby tak traktować ojca.
Od tego czasu relacje między ojcem a Andrzejem i jego żoną pogorszyły się. Stanisław wciąż czekał na wnuczki, kiedy przyjdą ze szkoły, karmił je i odrabiali lekcje w jego pokoju. Wieczorem w ogóle nie wychodził, siedział u siebie do rana. Andrzej już przeprosił go, ale ojciec udawał, że jest mu wszystko jedno. Synowa nie myślała o przeprosinach, uważała, że ma słuszną rację. Nie pamiętała już, komu zawdzięcza pobyt w tym mieszkaniu.
Rok później, starszy mężczyzna wyraźnie osłabł. Coraz mniej chodził, nawet z laską było mu trudno się poruszać. Szurał nogami, przez co żona Andrzeja aż się krzywiła, tak na nią działał teść. Jednak rozmowa o domu dla osób w podeszłym wieku nie wchodziła w grę. Widziała, jak córki są za dziadkiem i nie musi myśleć, gdzie są i z kim.
W tym dniu Stanisław nie wyszedł z pokoju. Czasami nawet nie wychodził, ale słychać było, jak szurał nogami, jednak wtedy była cisza. Andrzej zajrzał do pokoju ojca i zamarł na miejscu. Starszy mężczyzna leżał nieruchomo w łóżku, widać było, że nie żyje. Po pogrzebie w jego pokoju przeglądano rzeczy, wnuczki zajrzały do szafki. Tam na samym dole, pod ubraniami leżały cztery koperty, na każdej było imię. Jedna koperta dla Andrzeja, druga dla jego żony i dwie dla dziewczynek.
W każdej kopercie znajdowały się pieniądze. Wszystko, co pozostało do końca miesiąca z emerytury, dziadek układał równo w czterech kopertach. Żona Andrzeja płakała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak ojciec kochał ich wszystkich, zadbał nawet o nią. Znaleźli też testament, w którym cały swój majątek pozostawił synowi. Dopiero teraz zdali sobie sprawę, jak krótkie jest życie. Wydawało się, że człowiek żyje długo, ale jeśli się nad tym zastanowić, to przelatuje nam życie tak szybko, że nawet się nie obejrzysz.
Od tego czasu ich rodzina stała się przyjazna, starają się żyć w zgodzie. Córki zaczęły opowiadać rodzicom o swoim życiu w szkole, o przyjaciołach. W końcu wcześniej ani tata, ani mama nie byli zainteresowani tym, jak żyją ich pociechy. Wszystko mówiły tylko dziadkowi.


