Te 24 lata temu byłam jeszcze młodą dziewczyną i zakochałam się w facecie, dla którego po prostu oszalałam z miłości. Nie wyobrażałam sobie dnia bez mojego Krzysia. Zaczęliśmy ze sobą chodzić, a po roku postanowiliśmy się pobrać. Pragnęłam bardzo dzieci, ale Krzysiek mówił, żebyśmy jeszcze poczekali, trochę pokorzystali z życia, a dzieci jeszcze możemy mieć. Zgodziłam się z tym, aż w końcu 2 lata później okazało się, że jestem w ciąży i niebawem jakieś maleństwo pojawi się na świecie. Po ciężkim porodzie jednak okazało się, że mamy trojaczki! Naprawdę byłam szczęśliwa i mój mąż też, a przynajmniej na takiego wyglądał.
Mąż przywiózł mnie do domu, a ja zmęczona po przekroczeniu jego progu poszłam szybko spać. Kiedy się obudziłam, męża nie było. Nie odbierał też telefonów, nie było większości jego rzeczy – po prostu zniknął. Od razu zadzwoniłam do moich rodziców, którzy na szczęście mieszkali blisko. Powiedzieli, że chętnie mi pomogą z wnuczkami, a takiego ojca to lepiej, żeby dzieci nie miały, skoro nawet nie potrafił powiedzieć wprost, że nie jest gotowy na dzieci.
Rozwiodłam się bez wstawiennictwa męża w sądzie, był obecny tylko jego adwokat – nie miał nawet odwagi przyjść, by to ostatecznie zakończyć. Od tego czasu nie chciałam już wchodzić w żaden związek i nie myślałam nawet o tym, żeby brać z kimś jakiś ślub. Skupiłam się na dzieciachi i na tym, by wychować je jak najlepiej.
Córki szybko dorosły, nawet nie wiem, kiedy te kilkanaście lat minęło. Dziewczyny teraz studiują na wydziale prawa oraz na uczelni medycznej. Jestem niesamowicie z nich dumna i mam z ich strony ogromne wsparcie.
Rok temu, ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam przed sobą Krzyśka, który wyglądał na staruszka, a nie na mojego rówieśnika. Zaprosiłam go do środka, zrobiłam kawę, a po 10 minutach już żałowałam, że w ogóle wpuściłam go do domu. Najpierw powiedział, że zrozumiał swój błąd i chciałby przeprosić zarówno mnie, jak i dzieci, ale potem też szybko napomknął, że nie ma gdzie się podziać i przyszedł do mnie z nadzieją na to, że mu pomogę. Zapytał też, czy nie pomogę mu finansowo, bo sobie nie radzi. Ja jednak nie zamierzałam mu pomagać i wyrzuciłam go po tych słowach szybko z domu. Zagroziłam też, że jeśli zbliży się do córek, to pożałuje.
Krzysiek złożył pozew o alimenty dla siebie od dzieci, ale oczywiście przegrał. Dziewczyny widząc ojca w sądzie powiedziały, że kiedyś żałowały, że go nie mają, ale widząc to, jaki jest cieszą się, że odszedł z ich życia.



