Kiedy Marta była chora, jej mąż nie chciał jej dać pieniędzy nawet na leki

– Marta, ta zupa znowu jest jakaś bez smaku. Może pójdziesz do mojej mamy i się trochę od niej czegoś nauczysz, bo póki co to chyba niewiele umiesz. Nawiasem mówiąc, mama ma urodziny w weekend. Mogłabyś jakieś ciasto przynajmniej upiec.

 – Nie, nie upiekę, bo to nie jest moja bajka. Wolę kupić jakieś pyszne ciasto, niż się męczyć. 

 – Każdy może kupić… Ech dobrze, czego można się po Tobie spodziewać. 

Marta i Grzegorz wzięli ślub trzy miesiące temu. Wcześniej Grzesiek był już w związku małżeńskim przez kilka lat, ale był już sporo po rozwodzie. Potem poznał Martę. Długo się nie ociągali z decyzją i szybko postanowili wziąć ślub – nie byli już w końcu najmłodsi, więc nie mają czasu na wieczne zastanawianie się. Niestety, wspólne życie okazało się nie być takie cudowne. Mieszkanie należało do Grześka, więc to Marta płaciła za czynsz oraz za jedzenie, a z jej dość małej pensji niestety nie na wszystko starczało. 

Przez to czasami musiała  prosić Grześka o pieniądze, a on lubił, gdy to robiła, bo sprawiało mu to satysfakcję. Od razu robił się poważny i długo się zastanawiał, czy powinien dać żonie te pieniądze, czy nie mimo, że i tak korzysta z kupowanych produktów. 

– Jeśli pójdziemy na urodziny do Twojej mamy, to byłoby fajnie, gdybym mogła sobie kupić nową sukienkę, bo ta jest już stara, zniszczona…

– Jak stara, normalna sukienka, nic jej nie jest. Założysz ją w weekend i tyle – odpowiedział Grzesiek.

 – Ma już piętnaście lat. 

– No to najwidoczniej jest z dobrej jakości materiału, skoro tyle wytrzymała.

Na przyjęciu urodzinowym teściowej Marta siedziała w kącie z dala od wszystkich, a Grzesiek siedział na środku stołu ze swoją mamą: 

– No a co Twoja żona siedzi tak daleko, czy nie chce z nami świętować? 

– Mamo, wszyscy Twoi bliscy siedzą przy Tobie, a Marcie jest tam dobrze.

Gdy Marta zachorowała, naprawdę pilnie potrzebowała leków, więc poprosiła Grzegorza o pieniądze.

 – Moja mama zawsze leczyła się ziołami, bo leki są drogie. Też możesz tego spróbować.

– Mam tego dość, żałujesz mi nawet pieniędzy na zdrowie. Ty sobie żyj więc z mamusią, a ja odchodzę. 

Marta spakowała swoje rzeczy i zamieszkała z mamą. Kilka dni później Grzegorz pojawił się u niej z siatką pomarańczy. 

– Martusia, no już dobrze… Kupię Ci te Twoje lekarstwa, tylko wracaj do domu. I uwielbiam to, jak gotujesz, tak tylko gadałem.

 – Nie, nie wrócę. A pomarańcze zanieś mamie, bo jeszcze się zepsują.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × trzy =

Kiedy Marta była chora, jej mąż nie chciał jej dać pieniędzy nawet na leki