Kiedy dziecko przyszło na świat, mąż nagle ode mnie odszedł…

Kiedy dziecko przyszło na świat, mąż nagle ode mnie odszedł...

Z Adamem byłam już w małżeństwie prawie cztery i pół roku. Mieszkanie wyremontowaliśmy tuż po ślubie i naprawdę muszę przyznać, że żyło się nam na dobrym poziomie. Kilka lat po ślubie mąż zaproponował, abyśmy postarali się o dziecko. W końcu mieliśmy już własne, wyremontowane mieszkanie i stabilną sytuację życiową. Ja mimo tego na początku nie byłam pewna, czy to dobry czas na ten krok, ale mąż ciągle mnie przekonywał i w końcu się zgodziłam. Trzy miesiące później byłam już w ciąży.

Gdy byłam już w ciąży mój mąż zmienił się, ale znacznie na lepsze. Wiadomo, wcześniej okazywał mi uczucia i był troskliwy, ale teraz wręcz nosił mnie na rękach i robił wszystko, abym zarówno ja, jak i nasze nienarodzone dziecko, czuli się wspaniale. Nigdy wcześniej nie był aż tak wrażliwy i delikatny w stosunku do mnie. Wtedy poczułam, że stworzymy wspaniałą rodzinę i myślałam, że spotkało mnie prawdziwe szczęście!

W drugiej połowie października urodziło się nasze dziecko – silny i zdrowy chłopczyk. Myślałam, że tuż po porodzie będę się źle czuła i że będzie mi naprawdę ciężko, ale nie było aż tak źle. Oczywiście, bywały nieprzespane noce, kiedy synek miał kolki, ale to były wyjątki i naprawdę nie zdarzało się to za często.

Mimo tego mąż i tak przeniósł się do salonu, bo twierdził, że on chce się wysypiać. Rozumiem, bo bywało, że do synka trzeba było wstać i zapewne wtedy go przy okazji budziłam, a on na rano miał do pracy, ja chociaż mogłam uciąć sobie drzemkę w dzień. Niestety, od jego przeprowadzki do salonu wszystko się zaczęło, bo potem był tylko coraz bardziej chłodny wobec mojej osoby.

Tydzień temu mój mąż powiedział mi spokojnie, że „jest zmęczony mną, dzieckiem i takim życiem”, więc odchodzi. Nie powiedział, dokąd odchodzi i co go tak konkretnie męczy, tylko spakował swoje rzeczy i gdzieś odjechał. Siedziałam w kuchni i płakałam. Nie wiem, ile siedziałam w takim otępieniu, ale z niego wyrwał mnie dopiero płacz mojego dziecka, które musiałam nakarmić. Później dalej płakał, aż w końcu zasnęłam. Gdy się obudziłam miałam nadzieję, że to był tylko zły sen, ale niestety, to wydarzyło się naprawdę.

Nie było żadnych kłótni, mąż nie mówił wcześniej, że coś mu się nie podoba i ot tak po prostu odszedł. Gdy minął tydzień od tego, jak mąż mnie porzucił, nie dał mi żadnego znaku życia i nie wiedziałam, co się z nim dzieje. Póki co nie pytałam o niego teściowej, nie mówiłam o niczym mojej matce, bo z jednej strony jest mi wstyd, a z drugiej strony wciąż mam nadzieję, że mąż wróci. Tylko nawet jeśli on wróci, to czy warto go przyjmować z powrotem?

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście − 5 =

Kiedy dziecko przyszło na świat, mąż nagle ode mnie odszedł…