Zawsze znajduję się w absurdalnych sytuacjach. Jedno z takich nieszczęśliwych splotów zdarzeń przydarzyło mi się na lotnisku w obcym kraju.
Planowałam tę podróż do Irlandii od pół roku. Niby to nie jest jakiś koniec świata, ale chciałam się do niej świetnie przygotować i zadbać o każdy szczegół, aby potem nic mnie nie zaskoczyło. Kupiłam bilety do Dublina i z powrotem. Dzięki temu, że kupiłam go dużo wcześniej, zapłaciłam stosunkowo mało.
Miałam w Dublinie spędzić cały tydzień na zwiedzaniu i odpoczywaniu. Z pomocą mojej przyjaciółki udało mi się nawet znaleźć tani hotel. Marlena od dawna już tam mieszka i pracuje. Niestety ona ma za mało miejsca, abym przez ten tydzień mogła zatrzymać się u niej. W końcu nadszedł ten upragniony dzień. Pojechałam do Rzeszowa, z którego odlatywał mój samolot.
Trzy i pół godziny później wylądowałam w Dublinie. Moja przyjaciółka przywitała mnie i zabrała do hotelu. Kilka godzin przeznaczyłam sobie tuż po zameldowaniu w hotelu na rozpakowanie się, wzięcie prysznica, zjedzenie czegoś oraz krótką drzemkę. Później z Aliną wybrałyśmy się na wieczorny spacer po mieście.
Byłam pod wrażeniem tego, co widzę. Wąskie uliczki, wszystko czyste, a staruszkowie chodzą, trzymając się za ręce. To nie tak, że nasze babcie siedzą w chusteczkach i płaszczach przed domami, ale tutaj czuć, że starsi ludzie są bardziej nowocześni i nie przejmują się opinią innych.
Tydzień minął jak chwila, chłonęłam to miasto, jak tylko mogłam, chociaż oczywiście nie ograniczałam się tylko do niego i przyjaciółka pokazała mi wiele ciekawych miejsc poza miastem. Ostatniej nocy pojechałyśmy do słynnego klubu w mieście, który jest połączony z kasynem. Oczywiście spędziłyśmy tam całą noc. Do hotelu trafiłam około czwartej nad ranem, a mój samolot wylatywał już o 11.20.
Koleżanka miała mnie odwieźć na lotnisko. Wyjechałyśmy o 9.30, aby być wcześniej i wtedy się zorientowałam, że zgubiłam dowód osobisty, bez którego nie wejdę na pokład samolotu! Aż zrobiło mi się gorąco z nerwów.
Jestem w obcym kraju, bez paszportu i ze słabym angielskim. Na szczęście w ostatniej chwili usłyszałam, jak ktoś za mną woła i biegnie. Był to mężczyzna, który zauważył, że coś wypadło mi z kieszeni płaszcza. Tak, to był mój dowód! Przygotowałam go sobie wcześniej, aby mieć go pod ręką, ale niestety przy wyjmowaniu telefonu zapomniałam o nim i mi po prostu wypadł.
Takie sytuacje zdarzają mi się bardzo często i powiem jedno, przed ważnym dniem lepiej nie zarywać nocy, bo potem tak to się kończy.

