Kasia przyszła do pracy w tej firmie po studiach, była początkującą księgową. Budżety, rozliczenia, sprawozdania.
Zawsze przychodziła punktualnie o dziewiątej, tak jak powinna. Często zostawała po godzinach, żeby coś dokończyć. Anastazja, szefowa, była wiecznie niezadowolona. Ciągle powtarzała:
– To jest do przerobienia, to jest nonsens, to jest bałagan!
Ta kobieta nie krzyczała, ona po prostu mówiła w taki sposób, że dziewczyna czuła zawroty głowy i myślała, że zaraz zemdleje.
Była najmłodsza w tym oddziale, pozostałe koleżanki miały po czterdziestce, a szefowa pięćdziesiąt cztery lata.
Dla Kasi było to trudne, nie mając nikogo koło siebie w swoim wieku. Dziewczyna była ładna, uśmiechnięta, bardzo miła. Te wszystkie ciotki patrzyły na nią z zazdrością i niechęcią, jaką starsze kobiety mają dla młodych i uroczych dziewcząt. Nie mogły powiedzieć, że nie lubią tego czy tamtego w niej. Tylko to było po prostu denerwujące, bo była młoda i piękna, a do tego miała całe życie przed sobą.
Te ciotki udawały, że nie zauważają jej, jedna mówiła do drugiej:
– Czy nasza piękność nie ma za długiej przerwy na obiad?
Wtedy nagle zauważały dziewczynę:
– Ach, jesteś już tutaj?
Kasia nieśmiało odpowiedziała:
– Nigdzie nie poszłam, mam ze sobą kanapki.
– Robisz tu stołówkę! – koleżanki były wściekłe, czepiały się o wszystko.
Wieczorami Anastazja wzywała ją do pokoju:
– Siadaj, będziesz wszystko przerabiać, ale ze mną!
Kasia miała randkę, ale nie mogła powiedzieć o tym swojej krepującej szefowej, podarłaby ją jak kartkę papieru i wyrzuciła do kosza. Miała czas tylko na wysłanie smsa do swojego chłopaka.
Tortury trwały przez sześć miesięcy, dziewczyna chciała zrezygnować. Szefowa powiedziała jej wtedy:
– Słuchaj, najpierw znajdziesz pracę, a potem zrezygnujesz. Twoja matka jest chora, nie możesz nagle obejść się bez pieniędzy.
– Masz rację – powiedziała smutno Katarzyna.
Jej matka miała diagnozę, od której nie było ucieczki. Po prostu żyła ciesząc się każdym dniem. Chodziła do przychodni raz na jakiś czas. Ona i mama mieszkały same, tata zostawił je dawno temu, nie pamiętała go.
Wkrótce mama zmarła. Dziewczyna potrzebowała trzech dni wolnego na pogrzeb i całe to tragiczne zamieszanie. Bała się nawet wejść do biura Anastazji, ale co jej pozostało. Napisała podanie, otworzyła cicho drzwi do biura. Szefowa spojrzała w górę:
– Co chciałaś?.
Kasia przeprosiła, weszła, pokazała podanie, powiedziała coś pod nosem. Kobieta przeczytała go szybko i rozkazała:
– Zamknij drzwi i siadaj!
Wystraszona usiadła naprzeciwko, ale szefowa zmrożonym tonem powiedziała:
– Nie, tutaj, obok mnie!
Ona ze zdumieniem przesunęła swoje krzesło. Anastazja powiedziała:
– Kaśka, dziewczyno, mogę dać Ci tydzień urlopu, damy radę i jeszcze kolejna rzecz. Dam Ci pieniądze i nie sprzeciwiaj się tylko słuchaj! To moje własne oszczędności, mogę z nimi zrobić co chcę. Pozałatwiaj wszystko tak, żeby było dobrze, czy mnie słyszysz?
Dziewczyna nie odpowiedziała, cały czas szlochała. Kobieta wzięła ją w ramiona i pogłaskała po włosach:
– Wszystko będzie dobrze Kasiu, musisz się trzymać. Jesteś silna, wiem o tym!
Rok później, przełożona ogłosiła, że odchodzi na emeryturę:
– Jestem zmęczona. Chcę zająć się moimi wnukami.
Wszyscy byli zaskoczeni. Myśleli, że ich „żelazna” szefowa nigdy nie odejdzie.
– Jak możemy się obejść bez Ciebie, Anastazjo, moja droga? – Wykrzyknęła jedna z ciotek.
– Jak? Bardzo prosto. Dyrektor generalny podpisał już dokument, teraz Katarzyna będzie Waszym szefem!
Dziewczyna, która siedziała przy komputerze, czuła, że zaraz znowu zemdleje.
Wszyscy patrzyli na nią w milczeniu. Szefowa spokojnie kontynuowała:
– Jest młoda, bardzo rozważna, profesjonalna. Czy na darmo nauczyłam ją tutaj wszystkiego? Będzie wspaniałym szefem, gratulacje!
Kasia upuściła pudełko, w którym leżały jej nieszczęsne kanapki.
Od tego czasu minęło 12 lat, została zastępcą dyrektora generalnego. Wyszła za mąż, ma dwie urocze córki. Mieszka z rodziną na przedmieściach Warszawy, w ogromnym domu.
Czasami odwiedza Anastazję i częstuje ją swoimi dżemami. Pewnego dnia Kasia zapytała:
– Anastazjo, moja droga, dlaczego mnie tak prześladowałaś? Myślałam, że mnie nienawidzisz.
– Dziewczyno, jak ja mogłabym Cię nie lubić? – Kobieta uśmiechnęła się.
– Ja Cię uczyłam, od razu wiedziałam o Tobie wszystko. Sprytna byłaś, ale sama nic byś nie osiągnęła przy swojej nieśmiałości, a wokół były te wszystkie złe kobiety. To tak jak w sporcie, przychodzi ktoś wstydliwy, ale jest w tym najlepszy. Jeśli trener jest dobry, to go torturuje, ale robi z niego mistrza, a może uważasz, że się pomyliłam?



