Naprawdę mam już dość! Jestem okropnie sfrustrowana sytuacją, która ma miejsce w moim życiu.
Mój mąż od czasu pandemii pracuje zdalnie. Ja niestety nie mam tyle szczęścia i codziennie muszę dojeżdżać do swojego miejsca pracy. Przez to jestem poza domem prawie 10 godzin, ponieważ droga do pracy w jedną stronę zajmuje mi prawie godzinę. Mojemu mężowi najwyraźniej samemu nudziło się przez ten czas, dlatego sprowadził sobie do naszego mieszkania towarzyszkę. Tą towarzyszką jest jego przyjaciółka, z którą poznał się w pracy, gdy jeszcze pracowali z biura.
Kiedy się o tym dowiedziałam, byłam zaskoczona, bo jak to, czy ona nie ma domu, w którym może pracować? Mąż zaczął tłumaczyć to tym, że w jej mieszkaniu nie ma warunków do pracy, bo ściany w jej bloku są cienkie, a dzieci sąsiadów hałasują i ona nie może się skupić.
Też mi wytłumaczenie! Tak jakby nie miała rodziny, innych przyjaciół czy znajomych. Już nie mówiąc o tym, że mieszkamy w ogromnym mieście, gdzie mogłaby znaleźć mnóstwo innych miejsc do pracy. Jest tyle urokliwych kawiarni, w których ludzie jakoś pracują i nie pchają się do mieszkań swoich współpracowników!
Szkoda tylko, że zaprosił ją do naszego mieszkania bez pytania mnie o zdanie. Ot, postawił mnie przed faktem dokonanym i w ogóle nie pomyślał o tym, że mnie to może po prostu przeszkadzać.
Szarpią mną sprzeczne emocje, ponieważ z jednej strony jest jego przyjaciółką, więc nie powinnam mieć z tym problemu, ale z drugiej strony przeszkadza mi to, że spędzają razem tyle czasu we dwoje. Teraz praktycznie z nią spędza większość czasu, a nie ze mną – własną żoną!
Jeszcze zrozumiałabym, gdyby pracowali nad tym samym projektem albo w tym samym dziale, ale nie – mój mąż pracuje w dziale IT, a ona w kadrach.
Nie wiem już, co robić. Z jednej strony chciałabym mu powiedzieć, co czuję w związku z jego zachowaniem, a z drugiej strony nie wiem, czy w ogóle mogę mieć pretensje. Przyjaciółki mówią mi, że to nie jest normalne, ale wiadomo, że one zawsze będą po mojej stronie. Czy mam prawo być zazdrosna?
