Chcę, żeby wszystko jakoś się ułożyło… Z Renatą znamy się od dwóch lat. Pracowaliśmy razem w jednej firmie, ale potem zaproponowano jej dużo lepiej płatną pracę i odeszła. Spotykamy się tylko w trakcie wyjść, które organizuje nasz wspólny kolega. Wtedy spotykamy się we troje, zwykle raz w miesiącu.
Od roku jestem zaręczony z Marleną. Z jednej strony niby kocham swoją przyszłą żonę, jednak za każdym razem, gdy widzę Renatę, coś we mnie się zmienia, aż dostaję gęsiej skórki. Nie mogę tego wytłumaczyć… Poza tymi momentami, kiedy ją spotykam osobiście, niewiele o niej myślę, ale wtedy, kiedy widzę ją przed sobą, dzieje się ze mną coś dziwnego.
Czasami chciałbym ją przytulić, ale przecież jesteśmy tylko znajomymi, więc nie pozwalam sobie na takie odruchy… Jestem zdezorientowany i nie wiem, czym naprawdę jest prawdziwa miłość i skoro odczuwam coś takiego do innej kobiety, to czy na pewno kocham swoją narzeczoną? Często nad tym rozmyślam, ale sam ju z nie wiem, jaka jest odpowiedź.
Za każdym razem gdy widzę Renatę i jej słoneczny uśmiech wydaje mi się, że niczego więcej nie potrzebuję niż tylko jej. Czuję, że przy niej moje życie byłoby bardziej radosne, może i beztroskie?
Wiem, że muszę podjąć jakąś decyzję, ale naprawdę jest mi bardzo ciężko. Chcę wyznać Renacie, co czuję, gdy ją spotykam, ale boję się, że albo się obrazi, albo weźmie mnie za wariata. Chcę móc cieszyć się jej obecnością przynajmniej raz w miesiącu na naszych spotkaniach i nie chciałbym tego stracić.
Z drugiej zaś jednak strony co, jeśli ona też coś do mnie czuje? Co wtedy zrobię z moją narzeczoną?
Wiem, że większość czytelników to kobiety i chciałbym wiedzieć, co Wy o tym myślicie?



