Jeśli żona po pięćdziesiątce zmieniła się z brunetki na blondynkę, czy to miało coś znaczyć? Okazało się, że tak i to w bardzo specyficzny sposób!

„Siwy w brodzie i na głowie” – tak mówi się o mężczyznach. W moim przypadku, wszystko to spotkało moją żonę. Lena i ja byliśmy małżeństwem od trzydziestu lat. Oświadczyłem się jej, gdy byliśmy jeszcze studentami. Do tego dochodziły niekończące się przeprowadzki związane z moją pracą. Musiałem otworzyć oddziały mojej firmy w różnych miastach. Nie był to szybki biznes, więc podróżowaliśmy z miasta do miasta jako rodzina.

Zdałem sobie sprawę, że takie wędrowne życie jest ciężarem dla mojej żony. Szybko jednak znajdowała przyjaciół w każdym nowym miejscu i zadomawiała się. Zawsze dawałem jej pracę w moich oddziałach, bo jest bardzo dobrą księgową. W ciągu kilku lat przeprowadzki, zaoszczędziliśmy na kontach przyzwoitą sumę pieniędzy i kupiliśmy mieszkanie w Warszawie. Mieliśmy dwa wspaniałe samochody, które towarzyszyły nam podczas naszych przeprowadzek.

Kiedy syn dorósł, wysłaliśmy go na Uniwersytet Warszawski, żeby się tam zadomowił i nie musiał z nami jeździć po kraju.

Nie od razu zauważyłem zmianę w mojej żonie. Zaczęła mniej rozmawiać ze mną o pracy i perspektywach, tak jakby przestało ją to interesować. Wieczorami Lena często przebywała poza domem. Mówiła, że idzie do koleżanki, na zakupy, albo że chce się przejść. Nie zwracałem na to większej uwagi. Każdy może mieć własne sprawy do załatwienia. Lena i ja, nigdy nie ograniczaliśmy sobie nawzajem wolności, ani nie żądaliśmy żadnych sprawozdań z naszego czasu.

Lena zmieniła swój styl ubierania się z biznesowego na bardziej romantyczny. Kiedy wyszła z salonu kosmetycznego, nie poznałem swojej żony. Zmieniła się z brunetki na blondynkę. Jej wyprawy na siłownię przyniosły efekty, Lena stała się bardziej smukła, a jej sylwetka wyszczuplała.

Teraz nawet moi współpracownicy mówili mi, jak bardzo zmieniła się moja żona. Pewnego wieczoru, po jednym z jej spacerów, postanowiłem porozmawiać z żoną, mój umysł był niespokojny.

– Lena, tak bardzo się zmieniłaś! Dwadzieścia lat młodsza!

To, co usłyszałem w odpowiedzi, zszokowało mnie.

– Tak – odpowiedziała – muszę tak wyglądać, bo mój przyjaciel ma trzydzieści lat, a jak wiesz, różnicę wieku trzeba nadrobić.

Lena poinformowała mnie, że nie zamierza jechać ze mną nigdzie indziej, ale zostanie w tym mieście.

– Mam bliską osobę, która rozmawia ze mną o muzyce i sztuce. Jestem zmęczona niekończącymi się rozmowami tylko o pracy. Zrozum mnie, jestem zmęczona, mam już pięćdziesiąt lat, chcę się czuć jak kobieta, a nie jak niekończąca się księgowa, zarówno w pracy, jak i w łóżku.

Słuchałem mojej żony i przyłapałem się na tym, że myślałem, iż ma rację. Tylko dlaczego nie powiedziała tego wszystkiego wcześniej, dlaczego nic nie powiedziała? Zaskoczył mnie jej wybór – mężczyzna o dwadzieścia lat młodszy.

– Przy nim czuję się znowu młoda i nie obchodzi mnie, jak rozwinie się nasz związek, chcę żyć teraźniejszością, bo jestem szczęśliwa.

Z moją żoną rozstaliśmy się w pokoju. Czasami do siebie dzwonimy. Radzi sobie dobrze, ale często myślę, że to moja wina, że z nią zerwałem, że powinienem był poświęcić jej więcej uwagi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 − cztery =

Jeśli żona po pięćdziesiątce zmieniła się z brunetki na blondynkę, czy to miało coś znaczyć? Okazało się, że tak i to w bardzo specyficzny sposób!