Wróciłam z pracy i piłam kawę, byłam zmęczona jak pies. Jadąc samochodem do domu i utykając na godzinę w korku zdążyłam zjeść tylko rogalika z czekoladą. Pyszny był, ale ma sporo kalorii, a ja nie powinnam jeść za dużo słodkiego. Myślałam, że w domu w końcu odpocznę, ale ledwo zdążyłam wziąć dwa łyki kawy, a ktoś nagle zadzwonił do drzwi. Zwlokłam się z krzesła i podeszłam do drzwi. Na progu stała sąsiadka.
– Cześć
– Cześć! Nie jesteś zajęta? To dobrze! Pomóż mi, proszę… Upiekłam ciasto, poczęstuj się.
Nie zdążyłam za bardzo zorientować się, co się dzieje, kiedy nagle sąsiadka znalazła się przy moim laptopie. Powiedziała, że potrzebuje Internetu, bo u niej akurat nie ma, a musi coś koniecznie zrobić. Nie mam z tym problemu, niech sobie używa, to nie te czasy, że człowiek płacił za każdy impuls i obawiał się, jaki przyjdzie rachunek.
Siedziałam w tym samym pokoju i od czasu do czasu tylko rzucałam okiem na to, co robi sąsiadka. Ewidentnie czegoś szukała, więc zaciekawiona zapytałam:
– Czego szukasz?
– Szkoły językowej lub jakiegoś kursu języka portugalskiego.
Wow, byłam w szoku. Po co jej to? Poza tym sąsiadka nie bardzo wydawała się być pogrążona w żałobie, a dopiero co zmarł jej mąż, bo jakieś 3 miesiące temu.
– Hmm… A po co Ci to?
– A co mam robić? Siedzieć na tyłku? Bardzo bym chciała polecieć do Portugalii, najlepiej na miesiąc!
– Ale czemu akurat do Portugalii?
– Cóż, chcę zobaczyć muzeum tramwajów w Porto i największy pałac Mafra w Lizbonie. W sumie nie tylko, mam znacznie więcej planów na ten wyjazd.
– Ale dopiero co zmarł Ci mąż…
– Tak, ale Ty mnie nie rozumiesz – ja muszę coś robić, inaczej był zwariowała! Kiedy coś robię, nie odczuwam tej samotności, tego smutku. Uczę się teraz portugalskiego, czytam książki i chcę tam pojechać, ale przygotowana. Tak, abym mogła porozumiewać się z innymi ludźmi. Wiesz dlaczego akurat Portugalia? Bo z Władkiem chcieliśmy zawsze ją zobaczyć, ale z różnych kwestii nie wyszło. Ja jednak chcę zrealizować to marzenie za nas dwoje i już dłużej nie czekać.
