Jedynym miejscem, gdzie z córką „odpoczywałyśmy” przez pięć lat, była działka moich teściów. A to wszystko wina męża!

Jedynym miejscem, gdzie z córką „odpoczywałyśmy” przez pięć lat, była działka moich teściów. A to wszystko wina męża!

Od siedmiu lat jestem w małżeństwie z Norbertem. Nasza córka niedawno skończyła pięć lat, ale poza miejskimi parkami i wiejskim domkiem teściów nic w życiu nie widziała.

Praca mojego męża jest bardzo czasochłonna. Zarabia oczywiście nieźle, w dodatku jest naprawdę cenionym specjalistą w swojej dziedzinie, ale kiedy chce wziąć urlop, kierownictwo zwykle kręci nosem i robią wszystko, co w ich mocy, aby nie wziął jednorazowo więcej niż trzy dni urlopu. Dostaje za to rekompensatę finansową, ale co mi z tego, skoro nigdzie nie możemy wyjechać? Raz udało mu się wziąć dziesięć dni urlopu, ale już po sześciu został wezwany do firmy, ponieważ był potrzebny na miejscu.

Weekendy ma wolne, ale co z tego, skoro wtedy czas zabierają mu rodzice. Na ich działce zawsze jest coś do zrobienia. Ostatnio coraz częściej do niego dzwonią i proszą go o pomoc. Dokupili sobie jeszcze trochę ziemi i płakali ze szczęścia, bo już układali sobie w głowie plany co do tego, co będą robić z tą ziemią. Ja też się popłakałam, bo wiedziałam, co to znaczy – wzywanie mojego męża do pomocy i oczywiście wymaganie tego samego ode mnie.

Musimy poważnie porozmawiać. Jesteśmy razem tyle lat, a mieszkanie jest zapisane tylko na Ciebie. Koniecznie musimy coś zrobić z tym porozumieniem!

Zresztą, próbowałam mu tłumaczyć, że chciałabym spędzać z nim trochę więcej czasu i wyegzekwować od niego to, abyśmy nie jeździli w każdy weekend do teściów. On jednak powtarza, że nie ma mowy, bo jego rodzice potrzebują pomocy! Niedawno wrócił do domu zaniepokojony – dach w domku rodziców przecieka i ojciec stwierdził, że trzeba go wymienić. Też się załamałam, bo wiedziałam, ile to zajmie pieniędzy, ale też czasu! Wiedziałam, że pewnie przez miesiąc nie będę widywać męża, bo po pracy będzie jechał do rodziców i tak każdego dnia.

Najbardziej nieprzyjemne dla mnie jest to, że Norbert nie zgadza się na to, abyśmy same z córką pojechały nad morze czy gdziekolwiek indziej. Powtarza, że rodzina powinna być zawsze razem, a poza tym kto to widział, żeby mężatka jechała na wakacje bez męża, nawet jeśli z dzieckiem. Może uważa, że nie mam własnego rozumu i musi mnie kontrolować, nie wiem, ale bardzo mnie to denerwuje, bo chciałabym zobaczyć coś więcej, niż tylko działkę teściów.

W tym roku sama zdecydowałam, że tak czy siak zabiorę naszą Karinę nad morze, już nawet wzięłam urlop w pracy. Zaoszczędziłam też pieniądze na wyjazd i poprosiłam męża, żeby przekonał też swoje kierownictwo do pozwolenia mu na dłuższy urlop niż te kilka dni. Norbert oczywiście zareagował na to gwałtownie: „Nikt nie da mi tak długiego urlopu, zwłaszcza latem!” Poza tym nie mogę zostawić rodziców samych, kiedy jest najwięcej pracy a grządkach i w szklarni!”

No cóż, skoro on nie może, to trudno, pojedziemy z Kasią same…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 14 =

Jedynym miejscem, gdzie z córką „odpoczywałyśmy” przez pięć lat, była działka moich teściów. A to wszystko wina męża!