Czasami pytają mnie jakie one są?
Mamy, które porzucają swoje dzieci. Czy wszystkie są aspołeczne? Czy dużo piją i używają narkotyków?
Moja odpowiedź brzmi „nie”. Czasami wyglądają absolutnie normalnie i nie zgadniesz, że dzień po porodzie, po cichu powie: „Z kim może porozmawiać o porzuceniu?”
Wiele z nich spędza z dziećmi wszystkie 4 dni pobytu w szpitalu.
Pamiętam, jak poszłam odebrać papiery odmowne od jednej mamy. Wchodzę na oddział, a ona karmi piersią, dziecko trzyma lewą ręką, a prawą podpisuje dokumenty. Dziecko leżało i nawet nie wiedziało, że za kilka godzin jego życie całkowicie się zmieni. Matka cicho przejdzie do wyjścia, a ono zostanie z nami.
W momencie wypisu, chłopczyk został zabrany na oddział dziecięcy. Czy zdawał sobie sprawę, że został porzucony? Czy to poczuł? Może, ale nie od razu, tylko trzy godziny później. Po prostu zaczął płakać bez przerwy i żadne ręce nie mogły go uspokoić. Nosiły go wszystkie pielęgniarki dziecięce, ale nie matka, nie czuł jej zapachu. Zasnął, gdy długo płakał.
W pokoju dziecięcym, w którym leżą dzieci porzucone, to jest natychmiast widoczne. To najbardziej niespokojne niemowlaki. Szukają matki, wołają ją z korytarza, mając nadzieję, że ta stanie za drzwiami. Lecz matka nie idzie, nie ma jej w budynku, nie usłyszy krzyków swojego maleństwa.
Najtrudniejsza jest pierwsza noc bez mamy. Potem dziecko pomału się przyzwyczaja. Już krzyczy, ale nie tak często, a potem zostaje przeniesione i odchodzi od nas na zawsze.
Szczególnie przerażające jest obserwowanie tego wszystkiego z boku, widząc jak los rozdziela dwojga bliskich sobie ludzi. Patrzę, ale nic nie mogę zrobić i pamiętam to wszystko długo, chociaż nie chcę.
Ta ostatnia matka, czy była aspołeczna? Nie. Miała swoje mieszkanie, dwoje dzieci. Trzeci syn urodził się bez męża.
Czy namawialiśmy ją do zabrania dziecka? Oczywiście! Ale jak grochem o ścianę, powiedziała:
– Nie dam rady finansowo, nie utrzymam dziecka.
Te kobiety albo są wielodzietne, albo biedne, czasem bardzo młode i przerażone. Wiele nawet nie mówi swoim rodzicom, ukrywają się do porodu, tak się boją.
Na oddziale powiedziano nam, że jedna z praktykantek naszego szpitala, napisała swoją odmowę posiadania dziecka, była na 5 roku studiów medycznych. Nie była zamężna, ojciec powiedział, że nie pozwoli jej z dzieckiem wejść na próg domu. Namawiano ją do wyjazdu z synkiem do innego miasta, ale nie odważyła się, porzuciła dziecko. Potem dostała dyplom i wyjechała.
Wróciła rok później. Pytała wszystkich pracowników, gdzie może być jej dziecko. Powiedziała, że chodzi i szuka swojego syna w każdym małym chłopcu, próbuje wszystkiego. Obowiązuje tajemnica adopcji, zdrowy chłopiec natychmiast został zabrany do rodziny. Szukała, nie znalazła, potem wyjechała. Teraz żyje z dziurą w sercu.
Wiele można powiedzieć o tym, że kobiety postąpiły źle, ale to nie do końca ich wina.
Nie zostawia się córki w potrzebie. Od dzieciństwa powinna wiedzieć, że przyjmą ją rodzice do domu, gdy coś takiego się zdarzy. Taka dziewczyna w ciąży, bez pomocy jest głodna, bez wsparcia męża, bez szkoły i bez pracy.
Rodzice zawsze powinni wspomóc swoją córkę w tak trudnej sytuacji, to w końcu ich dziecko, które też porzucają, tylko później.



